Przypis do pamiętnika żony

Chcę aby nam się udało. Po raz kolejny daję temu związkowi szansę. Może jestem zbyt naiwna, zbyt naiwnie cierpliwa. Czy to jedynie kwestia czasu, aby on powiedział o mnie rodzicom, abym mogła otwarcie zamieszkać w Pakistanie? Żyć spokojnie. Z dala od plotek i podejrzeń. Niewiele wynikło z mojej modlitwy ishtikharah. Może nie powinnam tak twiedzić. Może coś przeoczyłam, może nie modliłam się z wiarą. Może nie mam w sobie pewności ani siły podjęcia decyzji na korzyść jednej lub drugiej opcji. Nie czuję się na siłach zdecydować czy powinnam odejść od niego czy zostać z nim. Co mam zrobić? Liste zysków i strat? Dobrze. Oto Plusy: kocham go, sytuacja jest poniekąd ustabilizowana, przyzwyczaiłam się do niej, czuję się bezpieczna finansowo, moi rodzice również - on wielokrotnie im już pomagał. Mam możliwość podróżowania, mam męża i mam możliwości uprawiania zalegalizowanego świadectwem ślubu seksu, co wbrew pozorom jest bardzo ważne. Ponadto on jest dobrym kochankiem. Kocha mnie, naprawdę niczego mi nie brakuje, gdy jesteśmy razem. Wiele się od niego nauczyłam. Mamy za sobą legalizacje naszego związku, ślub zarejestrowany w Pakistanie i w Polsce, on chce przyjechać do Polski i starać się o stały pobyt. To jest postęp. Prośby o nikah nama zyskały rezultaty dopiero po kilku latach.. ale to pomińmy milczeniem, to byłby minus. Więcej plusów? Obietnica wynajęcia mieszkania w Pakistanie. Ale to tylko obietnica. Przez 3 miesiące nie udało mu sie wynając dla mnie mieszkania. W Pakistanie mieszkać więc będę w hotelu i słuchać jak on mówi codziennie zostawiając mnie samą w pokoju, że musi już wracać „do domu”. Zastanówmy się nad minusami, bo i tak już paranoicznie przesuwam się na minusową stronę. Minusy: jestem samotna i tak będzie do końca zycia, w Pakistanie, dopóki będzie mnie ukrywał, będzie musiał również ukrywać swoje noce „poza domem”, czyli wizyty u mnie – słowem, te wizyty będą krótkie i rzadkie. W Polsce, będę miesiącami samotna, tak jak w chwili obecnej. Niewtajemniczonym wytłumaczę może dlaczego te tajemnice i te rzadkie odwiedziny –on ma już żonę i czworo dzieci, a jego rodzice o mnie nie wiedzą. Ot co. Nie zamierza im też powiedzieć jaka jest prawda. Nie „w najbliższej przyszłości” – cytuję. On nie traktuje nas, czyli swoich dwu żon, sprawiedliwie, skoro ona jest uprzywilejowana w wielu sprawach. Ona może mieć dzieci, ze mną on mieć ich nie chce. Nie mówi o mnie rodzicom i znajomym, więc czuję się jak .. kochanka, ukrywana żona. To podobno częsty w Pakistanie przypadek, ale dla mnie sytuacja upokarzająca. Co jeszcze? On jest czasem gwałtowny, egoistyczny, ujawnia się jego wschodnia, azjatycka nieokrzesana natura. Potrafi jednocześnie mówić mi, ze rozumie moje rozterki Europejki i kobiety przywykłej do związków partnerskich, i wymagać abym zachowywała się jak Pakistanki, które zna, ulegle, zakrywające twarz. On pochodzi z tradycyjnie muzułmańskiej rodziny, w której wszystkie kobiety noszą abaye, czyli zakrywają szczelnie swoje wdzięki i zakrywają twarz z wyjątkiem oczu. Tego on wymaga również w stosunku do mnie, choć oczywiście zrozumiałam to dopiero niedawno, podczas wizyty w Dubaju. Każda sytuacja wymaga odmiennych zachowań – twierdzi, podczas naszej wizyty w klubie czy na francuskiej plaży poprosi mnie o zdjęcie chustki, w sytuacji codziennej pakistanu, każe mi się całkowicie zasłaniac. Co zabawniejsze, nie myśli on o tym, jakie wrażenie może wywoływać moja samotna wędrówka po miastach Pakistanu, nie będę przecież miała do dyspozycji ani towarzyszki ani samochodu. Minusy. Wiele minusów, choć chaotycznie je tutaj z siebie wyrzucam. Jestem po prostu zmęczona sytuacją która trwa od czterech lat. Nie mam siły. Czuję się zazdrosna, choć wmawiam sobie, że tak nie jest. Nie mogę na niego zawsze liczyć, skoro, co oczywiste, ma również inne zobowiązania uczuciowe, rodzinne. Nie mam więc rzeczywistego realnego wsparcia emocjonalnego, czy choćby .. fizycznego, w postaci jego obecności. Po prostu często nie ma go wtedy, gdy najbardziej go potrzebuję. Moja wizja lekkiego, łatwego życia kobiety niepracującej zaczyna wietrzeć, staje się mało atrakcyjna, mało realna. Po pierwsze to jedynie nie uczyni mnie szczęśliwą, po drugie mieszkanie w Polsce za 1000złotych miesięcznie to nędzą, sytuacja taka wcześniej czy poźniej zmusi mnie do szukania pracy. Zresztą chcę pracować, bo samotność w domu jest straszna, i towarzystwo mojego notebooka i książek nie jest wystarczające, podobnie jak świadomość, że posiadam nieskończenie wiele czasu na pracę twórczą, na pisanie. Jeśli zaś zdecyduję się podjąć pracę, powinnam pozostać jej wierna conajmniej przez rok, aby uwiarygodnić dostatecznie moją osobę i dochody w oczach pracowników banku, w którym wezmę kredyt mieszkaniowy. Kredyt, dzięki któremu będę mogła spłacić mieszkanie w którym obecnie mieszkam w Polsce. Redukować problemy zamiast je mnożyć. Zamknąć sprawę wizy pracowniczej do Stanów Zjednoczonych. albo sama zamknie się w maju 2005 roku. Przedawni się. Sprawę kanadyjską również powinnam zamknąć. Nie zamierzam imigrować do Kanady. Powinnam oddać mu pieniądze, które mi pożyczył. Co jeszcze? Minusy! On nie chce dzieci. Mówiłam już o tym, ale to ważny powód mojego niezadowolenia. Poza tym chce mieć ustabilizowane życie. Po prostu. Ile minusów wychodzi? Kilkanaście. To chyba nie jest wszystko. Język polski? To nie jest takie ważne. To, że on jest „zepsuty”, powinnam właściwie powiedzieć zdemoralizowany ale nie potrafię, demoralizacja wydaje mi się być pozbawiona skrupułów, cyniczna postawa bez odrobiny wyrzutów sumienia. On taki nie jest. A jednak jest .. zepsuty. I mnie psuje. I twierdzi, że to u mnie naturalne. Owo zepsucie. Tymczasem ja uważam, że to cecha nabyta. Nie pragnę rozpusty, nie pragnę wielu kochanków, a życie w sytuacji poligamii nie jest dla mnie żadnym atutem tylko utrudnieniem. Dlatego jest mi tak trudno zachować emocjonalną i seksualną stabilność. Nie jestem żoną mężczyzny, który jest przy mnie zawsze wtedy kiedy tego pragnę. Przyznajmy, to może być powodem frustracji, efektem może być chwilowe poszukiwanie pocieszenia u boku innych mężczyzn. Nie będę się jednak usprawiedliwiać. Choć stwierdzenie, że kobiety skłonne są zaakceptować poligamię bo z natury są monogamiczne nie jest do końca trafne. I mężczyźni i kobiety są monogamiczni, a jednak gdy pojawia się frustracja i drugiej osoby nie ma, szuka się bliskości innej osoby z poza związku. Kobieta będzie szukała ciepła i obecności, której nie daje jej mąż zajęty inną żoną, mężczyzna może szukać dodatkowych bodźców, gdy odczuwa znudzenie dwoma posiadanymi żonami, może szukać odmiany i podniet, może szukać zapomnienie u trzeciej kobiety która żoną nie jest i jako chwilowa przygoda nie wymaga zachowania zasad sprawiedliwości, nie wymaga dowodów miłości i czułości, nie zmusza do wysiłku. Daje zapomnienie. o czym mówiłam jednak? Ah tak, o tym, że ja, ja nie jestem zepsuta. Nie uważam się za osobę zepsutą i niemoralną. Jednocześnie jednak moja seksualność jest bardzo rozwinięta. Tak, potrzebuję nieustającej obecności mężczyzny, jego cielesności, jego adoracji. Czy kiedykolwiek będę w stanie odnaleźć to w innym mężczyźnie? Jaką mam gwarancję, że w momencie gdy odejdę od niego, spotkam mężczyznę równie dobrze mnie rozumiejącego, moje kobiece potrzeby, moje fiksacje i fobie. Dobrze, niech będzie nie-zepsuty. Czy nie oznacza to, że pewne sprawy cielesności będą tabu, jak bywa to w przypadku wielu mężczyzn muzułmanów, którzy hołdują tradycji a nie rzeczywistym zasadom islamu? Ohhh... Czy mogłabym spotkać i poślubić kogoś kto szanowałby mnie tak jak tego pragnę, kto nie wmawiałby mi mojego zepsucia, kto jednocześnie nie zmuszałby mnie do całkowitego zakrywania się i odkrywania, wedle potrzeby... Stabilizacja. Tego podobno potrzebuję. Tak? Czy na pewno. Przecież pozostanie w Polsce przez dłużej niż miesiąc doprowadza moje zmysły do szaleństwa. Nie znoszę nudy, nie znoszę jednostajności.. Nie zniosę więc i stabilizacji? Chcę podrózować. Tak. Chcę... czego ja na miłość boską chcę??