migawki - do dziennika


Dziecko usypiało, z moją piersią w ustach, a ja miałam ochotę się już od niego uwolnić.
Dwa razy próbowałam i dwa razy sie nie udalo. budzil się.
zniecierpliwiona,
czując narastającą we mnie złość, bo bolące piersi, bo dziecko budziło się w nocy co dwie godziny i praktycznie całą noc spało przy piersi w moim łózku,bo byłam padnięta wyczerpana i zła. bo wstałam o 8.
zniecierpliwiona
więc wstałam i wyszłam z pokoju zostawiając tam drącego się i zamykając drzwi. wiedziałam że robię źle ale może gorzej byłoby gdybym na nim wyładowała tę złość.
poszłam do kuchni. chodziłam w kółko. siadłam. wstałam. podeszłam do progu pokoju w którym B siedział przed komputerem. od tygodnia instalował coś na laptopie i siedział tak niemal bez przerw. byłam na niego zła. ale się go bałam. od jakiegoś czasu.
wymamrotałam więc coś żeby poszedł do małego. nie słyszał albo udał że nie. chodziłam nadal zła a mały się darł. nie wiedzialam co zrobić. poszłam po niego. wzięłam na ręce. histeryzował a ja wtedy wybuchłam. uderzyłam dłonią w ścianę żeby się wyładować jakoś i wydałam z siebie jakiś okropny krzyk. to było zupełnie niekontrolowane zresztą zdarzyło mi się nie pierwszy raz. zawsze obiecuję sobie że więcej nie. że nigdy przy dziecku i td. ale nie udaje się.
On natychmiast się przy mnie zjawił i zaczął na mnie wrzeszczeć co robię. chciał mi wyrwać dziecko więc się natychmiast uspokoiłam i zaczęłam mówić szeptem. żeby się uspokoił. on zrobił taki gest jakby chciał mnie uderzyć. mówił że nie wie o co chodzi. czego ja od niego chcę. i w ogóle o co chodzi. że jak jeszcze raz tak będzie to mnie uderzy.
słyszałam to zresztą nie pierwszy raz...
byłam w stanie mówić już tylko jak zahipnotyzowana ..ciii ciii do dziecka które było przerażone na moich rękach, i do niego.
uciekłam do mojego i dziecka pokoju, usiadłam na podłodze tuliłam małego kiwałam się jak wariatka i modliłam się. i płakałam.
po jakimś czasie przyszedł On i powiedział że chce porozmawiać.
potem rozmowa wyglądała tak : przyszedł stanął nade mną . ja siedziałam. mówił podniesionym głosem. -- zastanów się co robisz. ja sobie tego nie życzę. jak chcesz to się rozstaniemy. ( ja wcześniej powiedziałam - rozstańmy się. ja się ciebie boję. ja ciebie nie uderzyłam.. ). jest  zupełna cisza i spokój a potem nagle awantura. o co ci chodzi. mówisz szeptem w ścianę, ja nie wiem o co ci chodzi. zresztą nie obchodzi mnie to. w ogóle nie będę już reagował.

dwa lata wcześniej, poznaliśmy się. przez internet. opis był super. wszystko pasowało. nadal pasuje. zainteresowania tryb życia seks priorytety wiara i inne pierdoły ale...
poznaliśmy się. zaczęliśmy spotykać. okazało się że on był jeszcze w poprzednim związku. w ciągu kilku miesięcy jednak zakończył go. dużo opowiadał o tym, jacy byli niedobrani z tą dziewczyną... pomyślałam ok. powiedziałam mu że mam niezałatwione jeszcze sprawy rozwodu. bo to rozwód z obcokrajowcem. pomyślałam że jesteśmy kwita. tzn oboje trochę nie fair.
może nie trzeba było nic zaczynać? ale samo się zaczęło.
to był szalony rok. mnóstwo pracy. początek studiów. potem zaczęłam pół tygodnia mieszkać u siebie pół u niego.
zapominałam jak się nazywam. były już konflikty ale je bagatelizowałam. wydawało mi się że się dotrzemy. nadal jakoś tak mi się wydaje. nie miałam czasu nawet pomyśleć o tym że powinnam zacząć załatwiać ten rozwód.
zaczęłam jak się okazało że jestem w ciąży... a rozwód toczył się w nieskończoność. trwa do dziś , już ponad rok jestem wciąż mężatką. dziecko pół roku było niezarejestrowane w ogóle bo On sobie nie zyczył. potem je zarejestrowałam (niestety musiałam na eks męża) żeby mi forsa nie przepadła Zus macierzyński i becikowe.. i żeby było ubezpieczone bo w przychodni zaczynali sie czepiać.
zarejestrowałam. ale ten okres ciąży był straszny. byłam zmęczona. On obrażony że w ogóle jestem w ciązy. niewiele pomagał. trzeba go było zmuszać a ja nie umiem zmuszać. myslałam sobie że mężczyzna powienien sam, z miłości.
dupa. więc miałam żal i on miała żal. piękny początek.
i potem jak się dziecko urodziło. On wziął dużo godzin w pracy jak mówił - żebyśmy mieli więcej pieniędzy. faktycznie na dziecko wydawało się sporo, przynajmniej na początku.
wziął i chodził jak na rzęsach. dodatkowo żeby się relaksować odpoczywać pił co jakiś czas. i bardzo dużo palił.
a miał przestać palić. o piciu w ogóle nie wiedziałam. a raczej nie wiedziałam że to taki problem.
głupia jestem po prostu. a problem jest chyba z gatunku alkoholicznego. każde takie picie łączyło się z awanturami długimi przymusowymi rozmowami ze mną , to jeszcze jak byłam w ciązy i potem jak dziecko było maleńkie. byłam jak zombie.
ale nie umiałam nigdy odmówić zresztą zaczęłam się go bać wtedy gdy pił.
a kiedyś było tak -- wieczorna awantura o dziecko. że się poczęlo nie w porę. że moja wina bo nie wzięlam pigułki.
że nie jego tylko chyba eks męża.
potem usnęliśmy na chwilę. obudził mnie płacz o 6. wstałam nieprzytomna i zła. poszłam do dziecka. uśpiłam nakarmiłam. dalej plakalo. odeszłam od dziecka czując że nie wiem co robię i co zaraz zrobię. poszłam do kuchni i chodziłam w kółko jak rozjuszone zwierzę. wzięłam jakiś kubek. nie wiem. coś może chciałam wypić. w końcu go rzuciłam i rozbił się. ulżyło mi. zła energia odeszła. ale w pół sekundy był przy mnie On, który się obudził i poczułam już tylko że siłą uderzenia osuwam się na podłoge. wszędzie w kuchni było czerwono. moja twarz też była czerwona.
wstałam po chwili i nieprzytomna poszłam do łazienki. spojrzałam w lustro i powiedziałam do niego bo nagle otrzeźwiony przyszedł za mną i patrzył -- zobacz co zrobiłeś. leciała mi krew z boku nosa, po chwili krwawił już cały zlew, dywanik i pralka.
potem okazało się że miałam złamany nos, jakby wklęśnięty.
cały dzień siedziałam i próbowałam tamować krwotok i niby przestawało lecieć ale za chwile znów. była niedziela.
jęczałam chodźmy do lekarza. na pogotowie. ale on twierdził że nie ma potrzeby i przykładał mi lód.
bal się. konsekwencji. w końcu wieczorem poszliśmy do przychodni na dyżur. odesłali nas do szpitala.
z dzieckiem pojechaliśmy taksówką. wszędzie kłamałam mówiąc że spadłam ze stołka. kto mi uwierzył?
nikt nie dociekał prawdy.
a mi było wstyd powiedzieć prawdę. i jeszcze myślałam co będzie jeśli powiem prawdę. przecież on był w amoku alkoholowym nieprzytomny. tak sobie tłumaczyłam. i twierdził że nie widział kogo uderza. że bronił się bo coś mu się śniło że ktoś atakuje. i myślałam - i co mu zrobią -- wezmą do więzienia??
anyway, było minęło. nos się zagoił. było też wiele innych awantur także z udziałem moich rodziców.
było tak że uciekalam do rodziców, samochodem nowo zdobytym. zimą.z dzieckiem. bo się go bałam. wyprowadzałam się gdy pił przez wiele dni.
albo szłam do jego matki. zimą. z dzieckiem. gdy nad ranem przyszedł i wyrzucał mnie z domu. tzn zrzucał z łóżka i bredził coś o tym że chciałam odejść to mogę odejść

tyle. a może i więcej. ale wszystko mi się tak zaciera i zlewa.
i gdy nadchodzi nowa sytuacja wszystko widzę w tak ostrych barwach że chcę wstać i powiedzieć boże boże pozwól mi odejść zabierz mnie . chcę uciec.
a w godzine potem myślę nie, wszystko się ułoży...
miało się ułożyć. kiedyś byliśmy nawet u psychologa. potem On u psychologa który leczy alkoholików. podobno się nie kwalifikuje..
ja byłam u psychiatry. podobno miałam depresję poporodową i taką zwykła też. ale minęło. silna jestem to sobie dałam radę.
hahaha . może kosztem siebie i dziecka. ale podobno dałam sobie radę.
ale we mnie wciąż ten żal. wszystko dobrze długo długo a potem znów wybucham. żalem że tylko ja wszystko robie przy dziecku że nie mam nic dla siebie. że brak czasu że jestem wykończona a on nie pomaga...
ostatnio trochę pomagał... dużo nawet. jak się zmuszę i wyartykułuję że musi zostać z małym to zostaje. albo gdy powiem że picie przez tydzień trzeba odpokutować przy dziecku...
no i sprawa w sądzie ruszyła się.
na wrzesień rozprawa. daj bóg by ostateczna. może już powiedzą, dobrze- jest pani wolna. dajemy rozwód.
odetchnę.
i pani prokurator która zajęła się sprawą dziecka też może coś ruszy. bo musiałam złożyć pozew o zaprzeczenie ojcostwa.
dziecko ma rok a nie chrzczone. i marzę o tym by wreszcie miało już nazwisko swego ojca. dla świętego spokoju.
myslałam że to nasz główny problem. ale teraz ? sama już nie wiem.
dziś byl całkowicie trzeźwy. trzeźwiutki.
pani psycholog do której zaczełam chodzić twierdzi że w momencie trzeźwienia trzeba uważać.. może w momencie gdy odstawia papierosy też?? to tak jakby na odwyku? a właśnie odstawił na chwilę.

twierdzi ona również że gdy pojawi się pierwsza przemoc to na pewno będą kolejne. i będzie gorzej.
nie wierzyłam jej.
teraz sama już nie wiem.
były kolejne. były wulgarne słowa wobec mojej mamy i ojca którzy stanęli po mojej stronie.
były jakieś próby skakania sobie do oczu z moim ojcem.
było to zrzucanie mnie z łóżka
i dużo dużo wulgarnych słów
i dużo gestów.
i teraz też było coś takiego. na trzeźwo.

jestem załamana.
teraz już całkiem spokojna. dziecko śpi przy piersi. już mi wszystko jedno że mnie to boli.
on śpi. mam takie poczucie winy. straszne straszne. że darliśmy mu się nad głową. a on miał taki przerażony wzrok.
to straszne straszne. aż płakać się chce. wyć normalnie wyć
i w ogóle nie wiem co robić.

dużo rzeczy wiem. bo sie naczytałam.
że nie wolno się kłócić przy dzieciach. że trzeba się zająć sobą. że znaleźć czas. że nie wolno reZygnować z odpoczynku.
ze trzeba głosno i jasno wyrażac swoje potrzeby mężczyznie i swoje zdanie.
ale nie umiem. nigdy nie umiałam.
może jest lepiej bo już nie jestem w związku poligamicznym jak kiedyś. z tamtego wychodziłam... dwa, trzy lata. uniezależniałam się kolejny rok już sama w polsce.
a wystarczyło tylko nie włączać komputera i nie myśleć. tylko.

a teraz jestem w tym jądrze ciemności.  i jest mi tu naprawdę ciemno. choć patrzę za okno i widzę chmury i trochę słońca.
i jakbym się bardzo postarała to widzę niebieskie niebo. i gdzieś tam raj.
ale tu w moim pokoju raju nie ma.
wiem że za chwilę będę musiała odłożyć dziecko. tak żeby trochę pospalo samo. pójśc przygotować i podać obiad.
potem posprzątać. pójśc z dzieckiem na spacer. wrócić. nakarmić.
pobawić się. wykąpać. uśpić. zrobić kolację. posprzątać. pobyc z Nim. pospać do 24 lub 1 i pójśc dosynka który się obudzi w drugim pokoju, i potem usnę już tam na drugim łózku z dzieckiem. i będziemy się co dwie godziny budzić bo mu wychodzą zęby.

ja nie widzę wyjścia.. zdjęłam harmonogram taki ogromny na kartce na drzwiach kiedyś powiesiłam coby jasno widzieć kiedy mam wolny czas i kiedy co robię. zdjęłam coby go zmienić
w związku z tym że nie mam już studiów.
zdjęłam ale to chyba nie ma sensu.
i tak będzie po staremu tylko że pewnie ten czas który poświęcałam studiom (zarwane noce i dni gdy zawoziłam małego do mamy żeby jechać na studia) poświęcę dziecku i domowi.
za cholerę nie wiem jak się wyrwać z tego czarodziejskiego kręgu.
i nie.. nie mogę w najmniejszym stopniu liczyć na mojego mężczyznę.
ani na jego mamę która tylko składa deklaracje pomocy. ani na ojca ani nie mam tu bliskich koleżanek.
ani mężczyzna nie zapłaci za nianię.
a z drugiej strony to ja wiem ze to jest moja wina.
z opowieści wiem że on z dziewczyną z pierwszego związku miał nianię a ona nie pracowała
i płacił za nią.
w drugim związku wiem że nie podniósłby ręki na tę dziewczynę. może nawet trochę się jej bał.

no ale ja przemocą gardzę. tak mnie cholera w domu nauczono. ścianę mogę uderzyć. zbić coś. ale nie drugiego człowieka.
tym bardziej jeśli go kocham :(

chyba kwalifikuję się znów do psychiatry :((

jak się głębiej zastanowię to w ogóle nie wiem o co mi chodzi. ja nawet lubię być w domu. uwielbiam bawić się dzieckiem. uwielbiam gotować.
nie prasuję wcale.  ja tylko składam pranie. ale jakoś dużo tego jest. prasuje tylko koszule. sprzątam dużo. to tak. lubie jak jest czysto ale bez przesady. robię wszystkie posiłki.
sama zaczęłam to robić. on się przymilał i prosił. ja się zgodziłam i potem nie bylo już możliwości wycofania się.
je umiem nic dla siebie wynegocjowac ani egzekwowac tego co wynegocjuje... cudem
ja sie chyba w ogóle nie bardzo nadaję do kontaktów z mężczyznami.
jestem skryta. mówie cicho. wyrazam swoje potrzeby ale nie wiem jak to zrobic by ktos je rozumiał i pomógł
na czas