niedziela, 12 czerwca 2011
jestem beznadziejną samotną matką!

stwierdzam że jako matka i kobieta niezależna po prostu sobie... nie radzę.

Ok, było kilka miesięcy ekstazy na początku, gdy wyprowadziłam się od partnera, bo nie byłam w stanie funcjonować z nim w jednym mieszkaniu. Uzależnienie nawet leczone i nawet w tej podobno mało zaawansowanej fazie i tak jest trudne do zdzierżenia. Poza tym chyba jednak nasze oczekiwania wzajemne i poglądy na związek zaczęły się totalnie rozjeżdżać w miarę jak nasze terapie były coraz bardziej zaawansowane. On chciał mnie takiej jak kiedyś, jak sadzę, czyli miłej grzecznej spokojnej i wykonującej większość obowiązków domowych kobiety, a poza tym oczywiście chciał przyjaciela, niezależnej wyzwolonej kochanki itd... całość raczej nie do pogodzenia na codzień a ja chciałam.. być sobą nareszcie, chciałam wolności do bycia dla siebie, mniej domu więcej pracy zawodowej mniej dziecka mniej jego więcej siebie i niby to mam.

Tylko że mam także tysiące stresów, których wcześniej w fazie życia jako osobowość zależna w ogóle nie brałam sobie na głowę. Tzn od czasu do czasu myślałam o tym, ale jednak utrzymanie się na powierzchni materialno-finansowej i przeżycie do końca miesiąca do nie było stricte moje zmartwienie tylko partnera. Tak, a teraz jest moje. I są moje wszystkie obowiązki domowe, i są moje wszystkie obowiązki przy dziecku. Oczywiście, ojciec dziecka zajmuje się nim, ale tylko ok 3 do 5h na tydzień, jednorazowo. Oczywiście płaci mi tyle ile chciałam, czyli tyle ile chyba bym nie dostała na dziecko gdybym postarała się o alimenty, bo ja większość rzeczy na dziecko „kombinuję” tu pożyczam, tam dostaję, to robię sama, tamto kupuję taniej... z tym że oczywiście sama niania dziecka kosztuje dwa razy tyle ile dostaję od niego. Ale niania pracuje na lewo więc i tak do sądu się by taki wydatek nie przydał :( paranoja

moje obecne życie to stres stres stres stres stres prawie nie odpoczywam. Prawie nie czytam. Tak jak nie chodziłam do lekarzy tak i nie chodzę. Teraz tym bardziej bo szkoda pieniędzy. Choć wyglądam strasznie. Wkładek do butów nie kupiłam, ciągle za mało forsy, choć płaskostopie poprzeczne jest coraz większe i czasem trudno mi chodzić. Muszę się zająć tym podejrzeniem dny moczowej, ale w tym celu należy wystać się w kolejce do internisty, robić non stop badania itd... nie mogę. A bez tego nie pójdę do endokrynologa sprawdzić hormony, bo hormonów brać nie będę bo jakoś tak wydaje mi się że ta dna moczowa, te kiepsko działające nerki to sprawka tych hormonów które tyle lat brałam. Ale może się mylę, może gadam jak potłuczona...

yyy bez sensu. Tak, ale wyglądam tragicznie, znów trądzik w rozkwicie, gorzej niż u nastolatki :( tragedia grecka co jeszcze? Jest mi źle. Mieszkam z moim synkiem w dwu pokojach podnajmowanych w szkole z internatem w której pracuję. Dobrze że w ogóle to mieszkanie mam, choć już się tak nie cieszę, bo jak mówiłam minęła faza zachłyśnięcia wolnością od mężczyzny non stop i jego oczekiwań na każdym kroku, i wkręcenia w trybki maszyny domowej.

Minęła ekstaza bo przecież tu mimo braku oczekiwań jego i tak roboty full, więcej nawet bo zmywarki nie ma, zmywam w umywalce w łazience poza pokojem, gotowanie jest super skomplikowane bo na dwupalnikowej kuchence w pokoju w którym śpimy... no, ale i tak jest ok, na początku nie miałam ani lodówki ani kuchenki.. teraz jeżdże już tylko robić pranie u niego. Ooojjj czy ja mogę sobie jeszcze pojęczeć ? czy ja mam prawo????????????? jest fatalnie, dziś teraz. Czuję się fatalnie. Bo mam nieustająco stres finansowy i liczę każdy grosz tzn każdą złotówkę. Dosłownie. Jestem co miesiąc na granicy, albo w długach. A przecież zawsze są jakieś wydatki ekstra! Np moja odklejona koronka. Może ja źle gospodaruję pieniędzmi jak sugeruje moja matka? No nie wiem. Ale jak by nie patrzeć, nie starcza mi. Zarabiam jakieś 2200 do 2500, za nianię 1200 i reszta się rozpływa w eterze... nie pracuję w biurze. Jestem nauczycielem. Jeżdzę dużo na lekcje, benzyna droga, no i trzeba mieć na papier, ksero, pomoce czasem jakieś na lekcje :( dobra. A jestem na codzień tak zestresowana i zła i sfrustrowana, że ze wszystkim sobie nie radzę. Mam humory. Przeceniam swoje siły. Staram się dać coś fajnego dziecku czyli np jedziemy do dziadków 40km stąd za którymi bardzo tęskni. Jest fajnie. Ale potem wracam samochodem, mały marudzi ja mam cały samochód bzdetów bo coś przywiozłam żeby mieszkać tu wygodniej, jakieś szafki.. i chcę to szybko wnieść na trzecie piętro. Noszę. Jestem zmęczona. Sama. Mały marudzi. Ja na niego krzyczę. Wysłałam wcześniej sms czy partner by nie pomógł. Ale żadnego odzewu. I tak to czas płynie. Ja próbuję coś porządkować. Obiad się przesuwa. Dziecko jeszcze bardziej marudzi. Potem w ogóle nie chce jeść ma histerie. Raz go przytulam, raz na niego krzyczę. Horror. JESTEM BEZNADZIEJĄ MATKĄ.

Jak to cholernie trudno jes t być samotną matką :((((((((

zżera mnie frustracja. I to, że nie umiem zdecydować się czy mam wrócić do partnera czy rozstać sie choć widzę ten absurd jakiś. Że w zasadzie tylko seks jest dobry. Że on proponuje abym kolejną noc w czasie weekendu spędziła u niego. Ja odmiawiam podaję przyczyny. Smsowo. Proszę o pomoc przy noszeniu rzeczy. On milczy. Jeśli nie chodzi o seks, milczy... ja nie tego chcę!! chcę mężczyzny który podzieli ze mną troski i obowiązki domowe i przy dziecku a nie tylko będzie się z dzieckiem bawił i tylko wstawiał zmywarkę i tylko zarabiał pieniądze, większe od moich

23:12, uparcieiskrycie , dziennik
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 grudnia 2009
refleksje z wykładu czyli o czyszczeniu butów

byłam wczoraj na wykładzie pt: Jak powstaje współuzależnienie?

to było ciekawe, choć większość tematu znałam, bo nie był to mój pierwszy wykład o podobnej tematyce. ciekawa była głownie część spotkania rozpoczęta pytaniami obecnych - ktoś zapytał -- czemu One to znaczy te żony współuzależnione stają się takie "niedobre, okropne" w momencie gdy zaczynają chodzić na terapię. cóż, standardowe chyba  pytanie nie do końca rozumiejącego sytuację pana pijącego alkohol... a i ja słyszałam takie stwierdzenia od mojego partnera - czemu stałam się taka ostra, czemu nie jestem już łagodna i miła... czemu? bo ćwiczę asertywnośc i na wiele rzeczy na które wcześniej się godziłam (a które mnie poniżały!) teraz się już nie godzę, nic dziwnego że jest to trudne, przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, a ja swojego partnera do wielu wygód przyzwyczaiłam. i pewnie podobnie ta żona tego pana który zadał pytanie

osoba prowadząca wykład ciekawie na to pytanie odpowiedziała -- proszę sobie wyobrazić że przez 10 lat ktoś panu czyści buty, a potem nagle przestaje... jak się pan czuje? zawiiedziony, zły, rozczarowany? bo musi robić to sam. a przecież od początku powienien byl robić to sam, tak jak każdy dorosły dojrzały człowiek powinien robić sobie pewne rzeczy sam dla siebie.

nikt nie powinien być niczyim służącym

i jeszcze powiedziałą ona ciekawą rzecz - że w Polsce ludzie, społeczeństwo, jest przyzwyczajone do tego że kobiety jednak pełnią taka służebną rolę w rodzinach, jak nie wobec mężów to innych męzczyzn albo dzieci obojga płci. matki polki same się "wkręcają" w taką sytuację uważając że tak trzeba, tak wypada... oczywiście problem jest w tym gdzie i kiedy zaciera się ta granica między poświęceniem służbą z dobrego serca byciem dobrą żoną matką gospodynią nadopiekuńczą kobietą a ... patologią, współuzależnieniem

chyba wtedy gdy już NIC DLA SIEBIE a WSZYSTKO DLA NICH

 

13:25, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 listopada 2009
plany na nowy rok

za miesiąc, czyli po trzech miesiącach mieszkania w separacji będę chciała powrócić do mojego partnera, do tamtego mieszkania, ale nie pójdę "na całość", to zbyt ryzykowne, a mój spokój i moje bezpieczenstwo i dobre samopoczucie jest przecież najważniejsze dla mnie i dla dziecka. wprowadzę się tak na próbę, na 3, 5 dnia. na początek tygodnia, ten początek który spędzam i tak częsciowo w pracy w tamtym mieście do którego muszę teraz daleko dojeżdzać od rodziców

to powinien być więc ukłąd który pozwoli mi też odpocząć. tłumaczę sobie że to jeszcze nie taka wielka zmiana  - bo panicznie boje się jakichś wielkich zmian teraz, jestem jeszcze zbyt chora, zbyt współuzalezniona jeszcze i słaba by bronić swoich granic choć już odzyskuję skrzydła i osobowość... i tak jeżdże do niego na weekend, to będzie więc taka zamiana dni - zamiast koniec tygodnia - początek. tak. no i na szczęście pracujemy w inne dni więc nie będziemy zbyt długo razem w domu. to może dziwaczne co piszę, ale w naszym wypadku to chyba dobrze...

tyle konfliktów i problemów pozostaje przecież jeszcze nie rozwiązanych. zaprzeczenie ojcostwa wciąż dopiero w drodze do sądu. do rozwodu zaś absurdalnie daleko. nie mówiąc o tym, że mój partner ma ostatnio pomysł aby unieważnić mój ślub... unieważnić? jak? czy to nie trudniejsze i żmudniejsze niż rozwód

anyway, w nowy rok wejdę więc chyba w tamtym naszym mieszkaniu. oby było lepiej, oby zaczęta jego terapia dała efekty. ale tak boję się tych chwil gdy wreszcie zacznie do niego docierać wiele spraw.. tego że jego zachowanie poglądy nie są normalne.

bo czemu wciąż mówi że go poniżam i krzywdzę gdy tylko wyślę mu coś na temat jego choroby.. i już przestałam, ale wyslałam wcześniej stronę tenjaras i inne...niepotrzebnie

a on wysyła mi artykuły o tym że mężczyzna potrzebuje dotyku i ciepła. że kobiety o tym zapominają. gdy to przeczytałam poczułam się urażona. po pierwsze - nigdy mu tego nie odmawiałam, a gdy już zaczęły się problemyy i ta jazda z uzależnieniem - czy pół-uzaleznieniem (jak on chce) to czy ja o tym myślałam jeśłi sama chodziłam jak na rzęsach ledwie żywa, zombie matka żywicielka i opiekunka jedyna niewyręczana i zostawiona samej sobie, sama nie miałam żadnej czulości z jego strony z czego i DLACZEGO miałam mu coś dawać do diaska??

 

23:38, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
okruchy snu

miałam znów sen. nie wiem czy dobrze pamiętam. to było o rodzinie - była matka ojciec dziecko. i różne osoby mi znane oraz ja odgrywaliśmy te same role.

raz widziałam swoich rodziców i siebie , potem znów widziałam siebie matkę i mojego partnera i moje dziecko. a potem widziałam znów moich znajomych, jego i ją i ich malutką córeczkę. nie pamiętam już żadnych scen.

wiem tylko że było coś takiego że byla jakaś sala z dziwnymi szarymi kanapami w której odbywał się jakiś wiec czy zebranie polityczne i to było jak za czasów komunizmu...

co więc? zupełnie jakbym odtworzyła sobie w tym śnie różne formy agresji które znam z własnego doświadczenia lub z historii. pamiętam że scena polityczna - tam chodziło o to że ktoś chce coś powiedzieć ale mu się nie pozwala, że wybrani siedzą  na sofach a pozostali z tyłu ale nawet ci wybrani nie są wolni. są pod wpływem przemocy.

moja rodzina, czemu tam? może już więcej nie powinnam się wypierać, coś kiedyś musiało być takiego w moim dzieciństwie, coś co wpłynęlo na moją przyszłość. mój ojciec miał krótki okres picia i przemocy. może i krótki ale ja pamiętam jakieś sceny... mama też stosowała krzyk i groziła paskiem a to nie są dobre metody wychowania. ojciec był gniewny i wkurzony. potrafił rzucać wiązankami przekleństw. a czasem był łagodny. nigdy nie było wiadomo jednak kiedy coś wyprowadzi go z równowagi... nie radził sobie ze złością i nie potrafił nic spokojnie wytłumaczyć dzieciom. ja nie czułam się akceptowana z moimi uczuciami, czułam się samotna, bo oni dużo pracowali , myślałam że matka zawsze bardziej kocha brata niż mnie. wobec ojca, który mnie naprawdę bardzo kochał , uwielbiał swoją córkę, miałam uczucia ambiwalentne. nie nauczylam się chyba jak być w pełni akceptowaną, jak sobie to zapewnić z wewnątrz siebie, nie nauczyłam sie jak być kobietą pewną swojej wartości...

inna rodzina w której była agresja to moja, ta z moim partnerem, i jeszcze inna w której uważam niedobrze się dzieje to rodzina moich znajomych...

 

23:22, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 listopada 2009
halt

no dobrze. napisałam i zdecywowałam się jaką rolę powinnam wobec niego pełnić - tak radziła psycholog. chcę mieć tylko rolę partnerki, czyli nie będę się godzić na wszlekie inne fukcje, nie będę jego powiernikiem, mamą, terapeutą. nie mogę rozmawiać z nim o mojej terapii ani o jego terapii, ani też bezpośrednio oceniać go i mu radzić. nie, ale mogę wysyłać mu artukuły i odsyłać go do lektur. i zobowiążę się do kontaktów raz dziennie, nie chcę by wymuszał na mnie obowiązkowy niemal kontakt non-stop, bycie pod telefonem.

tyle? i mam bronić twardo swoich granic. muszę po prostu, nie mogępozwolić by on mną ciągle manipulował, by mnie wykorzystywał. tak mu robić nie wolno i to ja muszę mu to powiedzieć. nie mogę pozwolić na przemoc , manipulację, szantaż, na wpędzanie mnie w poczucie winy. chcę dobrze i uwżnie słuchać swoich uczuć. i dobrze o siebie dbać. pilnować bym nigdy nie była zmęczona głodna niewyspana samotna. zasada HALT jest przecież nie tylko dla uzależnionych

HALT - don't be HUNGRY ANGRY LONELY TIRED

15:31, uparcieiskrycie , dziennik
Link Komentarze (1) »
nie umiem trzymać się zasad

to było kilka dni temu. miałam iść do psychologa. wstałam z depresją i byłam cała rozdygotana. mie potrafiłam dobrze zająć się dzieckiem tak że cały ranek bawiło się samo, a potem cały czas oglądało telewizję  a ja czytałam forum dla współuzależnionych. chyba w poszukiwaniu pomocy. o co mi chodzi?mialam opowiedzieć psychologowi o naszej ostatniej awanturze bo ja miałam gorszy humor wobec tego że zrozumiałam że nie czas jeszcze się wprowadzać i żyć razem. on zaś był w związku z tym rozczarowany, o kilkakrotnej awanturze bo wieczorem wynikła jeszcze sprawa informacji które zapisałam na blogu tym, który jest ukryty, a do których jak się okazuje on jednak ma dostęp... nie znam się na tym, nie wiem jak to zrobił ale poczułam się strasznie kontrolowana, śledzona, manipulowana. zadzwoniłam powiedziałam jak się czuję i co o tym myślę i wyłączyłam telefon. rano następnego dnia on dzwonił i przepraszał. tłumaczył że dostał się do bloga bo za mną tęskni...

czuję się fatalnie sfrustrowana, czuję że sama sobie przeczę i nie trzymam się zasad które ustaliłam -- miałam nie pozwolić się wciągać w dyskusje które nie prowadzą donikąd, miałam odbierać smsy raz dziennie, miałam nie reagować lub kasować te które mnie ranią...

15:17, uparcieiskrycie , dziennik
Link Komentarze (2) »
zwątpienie znów

myślę że nie wprowadzę się do niego jeszcze długo . i długo jeszcze będzie tak jak jest. co z tego że ja ustalam jakieś zasady jeśłi one są łamane? powinnam w takim razie ustalić jakieś twarde zasady i sama się ich trzymać.

dziś gdy usypiałam dziecko on zaczął smsować i dzwonić. zamiast zadzwonić wcześniej lub wysłać sms że za mną tęskni on mi znów wysyła nieprzyjemne teksty pełne zarzutów i wyrzutów dotyczących faktu że nie odpowiadam i nie odbieram..że nie chcę odpowiadać i rozmawiać z nim - bezpodstawne przypuszczenia.

znów zaczynam myśleć, że ten związek nie ma sensu. on się zachowuje beznadziejnie. ale to prawda, zmusza mnie do ustanowienia twardych zasad, i zmusza do pilnowania swoich granic, które do tej pory były praktycznie nieistniejące. teraz zaczynam rozumieć czego nie chcę, co jest łamaniem moich podstwowych praw do woolności, prywatności

 

15:05, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 listopada 2009
decyzje podjęte i co z tego

był piątek 13go. ale naprawdę nie uważam aby ten dzień był pechowy. poprzedni był już dla mnie trudny i piątek jest tylko ciągiem dalszym.

wróciłam od niego rano. jeszcze rano było dobrze to prawda, byłam zakochana, szczęśliwa, to był właśnie taki kolejny miodowy miesiąc. a potem bardzo szybko mieliśmy zjazd albo raczej narastanie napięcia. ja pojechałam do domu rodziców a potem do ośrodka leczenia współuzależnien. przyjechalam godzinę za późno jak się okazało. moja psycholog nie była zadowolona, ale przyjęła mnie.  i powiedziala mi rzeczy których nie chcialam słyszeć. o tym że nie jestem gotowa na to, by wprowadzić się do niego, w grudniu przed świętami. poza tym zdawałam sobie sprawę z tego sama, mialam strasznie odczucie lęku strachu sama już nie wiem czego. ciekawe że wykład w ośrodku też był o lęku ,ale po wykładzie też nie umiem powiedzieć czy czuję strach czy lęk , może obie te rzeczy.

a potem pojechałam na jogę, moje samopoczucie było tak złe, że nawet tam czułam się źle, nie mogłam cwiczyć, odprężyć się. myślałam o tym że jestem beznadziejna że nie umiem ćwiczyć jogi, i jeszcze kilka innych niepochlebnych rzeczy o swoim ciele których w ogóle nie chcę tu wymieniać

miałam totalny zjazd jeśli chodzi o poczucie własnej wartości. poza tym wcześniej jadąc do warszawy uzmysłowiłam sobie że zgubiłam gdzieś pierścionek o d niego, zaręczynowy. wciąz mu tego nie powiedziałam, bo teraz jest między nami totalna wojna , byłoby to więc chyba dolewanie oliwy do ognia.

ale to wydaje mi się jakieś takie symboliczne.i takie przykre. mialam tę miłość i to szczęście i nagle nieoczekiwanie i niezauważalnie je straciłam. i ten pierścionek znikł

a może go odnajdę?

w czwartek wieczorem powiedziałam mu o swoich wątpliwościach, o tym jak się czuję, o tym że się waham czy się wprowadzić, bo mi to odradza psycholog i  rodzice. on był już poddenerwowany bo dzwonił wcześniej a ja nie odebrałam bo rozmawiałam z rodzicami i nie słyszałam telefonu. ja też się zdenerwowałam już całkowicie bo mam nieustannie takie poczucie że on mnie kontroluje. nawet na odległość przez smsy i telefony. i wyrzuty gdy nie odpowiadam. zresztą byłam zmęczona całym dniem, i dodatkowo usypianiem dziecka któremu wychodził kolejny ząb więc usypianie to był jeden wielki płacz - biedak nie mógł usnąć a ja marzyłam by wreszcie usnął.  strasznie mi to szarpie nerwy - są jak postronki bo przecież muszę się hamować by nie wybuchnąć na małego, co on jest winien.

no i tak się stało, doszło między nami do ostrej wymiany zdań. praktycznie rozstaliśmy się telefonicznie w gniewie bez jednego miłego słowa.w piątek był tylko ciąg dalszy. i dziś sobota to samo. totalna beznadzieja. po radości tamtych dni nie pozostało nic. jest milczenie. on jest rozżalony i nie rozumie czemu zaczęłam mieć wąpliwości i jak twierdzi jestem oschła -- czyli po prostu zdenerwowana i zestresowana i pełna lęku --

i zarzuca mi że on już tyle zrobił , podjął ważne decyzje i zaczął się leczyć a ja nadal mam wątpliwości. ale czy nie mam prawa ich mieć? zaczął tak naprawdę chodzić do terapeuty w ośrodku. był raz. a grupy chce zostawić na połowę grudnia. czyli gdy się wprowadzę będzie się leczył w sposób już pełny dopiero tydzień. jaka to dla mnie gwarancja że będzie dobrze? że nie będzie picia i palenia? że nie będzie jego depresji i zmian nastroju i agresji?że wszystkie domowe obowiązki nie spadną znów na mnie nawet jeśli pomagać mi będzie niania? że nie zatracę znów poczucia kim jestem i czego chcę i że potrzebuję odpoczynku i czasu wolnego. czy znowu nie zapomnę gdzie są moje granice i czym jest asertywność? czy nie pozwolę znowu na agresję wobec mnie?

jestem w tej chwili sama w depresji. i myślę -- Jezu! jak to jest? kto z nas ma rację ? kto kogo wykorZystuje? znów zaczynam mieć poczucie winy, i w głębi serca czuję że on mi je wmawia ale... ale jednak mam wątpliwości. jestem taka naiwna. albo po prostu ciągle chora. i myślę -- czy ja faktycznie mam złe intencje? złą wolę? czy ja faktycznie stosuję przemoc? czy mój blog jest formą przemocy??? bo jego zdaniem to sadyzm, ranie go tym i mówię źle o nim.. jednak nie czuję by tak było

nie nie nie, nie czuję. tylko że sama nie wiem już które uczucia są moje które mi wmówione

czasem chciałabym konikiem polnym albo kamieniem

 

 

12:37, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 listopada 2009
wyzwanie

leżę obok kota, który chrapie i mruczy. i myślę. mysle jak to będzie.
miesza się we mnie przerażenie i nadzieja. chcę wierzyć że będzie
dobrze. on powiedział - "musi być dobrze, idę przecież do ośrodka w
którym jesteś i będę się leczył". będzie wiec się leczył i życie nasze
już do końca będzie wyzwaniem .... będzie związane z
poświęceniami i uważnością... abstynencja całkowita wymaga przecież
poświęcenia, cierpliwości i uważności...
ale ile może nam dać!
całą naszą miłość możemy odzyskać. i on powiedział jeszcze -- musi być
lepiej przecież przeszliśmy już katharsis i mamy opiekę specjalistów.
wierzę że musi
by jednak nie zostawiać wszystkiego w rękach losu zaczęłam robić, jak
zwykle, bardzo bardzo szczegółowy harmonogram tygodni i odpowiednie
listy potrzeb i obowiązków. mam może obsesję? może, ale to mój sposób
na okiełznanie fatum. to i listy zasad nienaruszalnych. wierzę, że
dzięki temu, że ja zaczęłam się zmieniać i ustanawiać własne osobiste
granice, On odzyskał jasność widzenia i zaczął ratować naszą relację i
siebie

14:13, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 listopada 2009
notatki z wykładu System iluzji i zaprzeczeń

[notatki trochę chaotyczne, ale chyba mogą być ciekawe i pomocne]

 

 

system iluzji i zaprzeczeń:

wstęp:

ludzie posługują się zwykle dwoma rodzajami myślenia

1. myślenie racjonalno-logiczne - pozwala ono stonować emocje

2.myślenie magiczno-życzeniowe - polega na nie-pamiętaniu, minimalizowaniu znaczenia rzeczy - jest to kierowanie się uczuciami


zwykle u ludzi bez problemu uzaleznienia te dwa rodzaje myślenia uzupełniają się.

u osób uzależnionych od alkoholu przeważa myślenie drugie - magiczno-życzeniowe.

i doprowadza do tragicznych konsekwencji , których osoba taka nie zauważa, emocje wtedy rządzą

poza tym zmiany w mózgu jakie następują u osoby uzależnionej , w skrajnym wypadku - uszczodzenia pamięci, uszkodzenie uwagi - nie może ona skupić się na kilku rzeczach na raz, nie może myśleć abstrakcyjnie, trudności w przyswajaniu wiedzy...

u osoby uzależnionej gdy występuje jakiś problem i rodzi się napięcie, jest problem z uczuciami --wtedy sięgaa się po alkohol --  alkoholik w ogóle nie bierze po uwagę negatywnych konsekwencji  swojego zachowania, włącza mu się mechanizm nałogowego regulowania uczuć


SYSTEM ILUZJI I ZAPRZECZEŃ:

trzy przejawy:

1. zaprzeczanie (np że jest się alkoholikiem)
2. minimalizowanie (ilości, tego jak bardzo jest się uzależnionym)
3. obwinianie (zrzucanie odpowiedzialności na kogoś)
4. lekceważenie (unikanie odpowiedzialności ) - mówi np - piło się, wszyscy piją,
5. usprawiedliwianie się - setki powodów wymyśla
6. intelektualizowanie  (uzasadnianie picia)
7 odwracanie uwagi - zmiana tematu
8 fantazjowanie i marzeniowe plany - opowiadanie o nierealnych planach
9 koloryzowanie wspomnień - historyjki o piciu
10 manipulowanie czasem - tu i teraz, chcą się oddzielić grubą kreską od przeszłości, życie przyszłością
11 izolacja od oczywistych faktów - tego co naprawdę się dzieje wokół




alkoholik wierzy w iluzje:
że przestanie pić gdy zechce
że może pić w sposób kontrolowany

nałogowa logika - zbiór prostych przekonań --

- to nie ja, to nie moja wina - oderwanie od odpowiedzialności
- manipulowanie czasem - jutro b edzie lepiej, inaczej, co się stało to się nie odstanie
- negowanie faktów - o nie było tak, ma zawsze swoją wersję prawdy
- magiczna zmiana faktów - kłopoty znikają gdy się o nich nie rozmawia
- wystarczy mocno chcieć by coś dostać


DLACZEGO? tak robią

z lęku przed konfrontacją z rzeczywistością
napięcie -- rodzi uczucia -- wstyd itd -- potem uruchamia się głód alkoholowy

jest to mechanizm nałogowego regulwowania uczuć (jak wyżej)

MITY FUKCJONUJĄCE W SPOŁECZEŃSTWIE POMAGAJĄ IM W TRWANIU W TYCH ILUZJACH

tylko grupa -- jest skutecznym sposobem leczenia dla osoby uzależnionej od alkoholu -- inne osoby w grupie wychwycą te mechanizmy, powiedzą o nich

te mechanizmy nie znikają szybko, nadal są także po podjęciu leczenia


14:41, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4