sobota, 17 października 2009
miałam sen

dziś nad ranem. zwracam ostatnio uwagę na sny. dlaczego? otóż w książce Toksyczne słowa jest napisana ciekawa rzecz, w którą uwierzyłam: jeśli trudno jest ci zaufać swoim uczuciom i to co On mówi im przeczy, posłuchaj podświadomości, tam nie ma miejsca na logikę, tam jest zapisane to jak naprawdę się czujesz, co się z tobą dzieje...

a mój sen był taki:

ulicami szła zwarta grupa ludzi, to było trochę w klimacie filmów Kusturicy. tak smutno-groteskowo. myślałam, że to pogrzeb, potem jednak uzmysłowiłam sobie, że wszyscy są jasno ubrani, a na przedzie idą państwo młodzi. panna młoda ubrana na biało. dochodzą wszyscy do rozwidlenia dróg czy do skrzyżowania. jest jakiś przewodnik, który biegnie i krzyczy - Nie rozdzielajcie się! Nie rozdzielajcie się! JEst jednak za późno i orszak rodziela się. jedni idą tu drudzy tam... myślałam we śnie - ojej, ojej, gdzie jest Ona? gdzie jest On?

potem się obudziłam

12:43, uparcieiskrycie , dziennik
Link Komentarze (1) »
Dziś się działo...

Od rana byłam zestresowana. Denerwowałam się przed wizytą u prokurator, która prowadzi sprawę zaprzeczenia ojcostwa mojego dziecka. Dodatkowo dokuczał mi żołądek, bo poranna kawa na czczo nie działa na mnie najlepiej, ale tez bez niej nie otworze w ogóle oczu...

Jak więc było? Wizyta u prokurator okazała się być czcza, bezsensowna. To samo kobieta mogła mi powiedzieć niemalże przez telefon, bo często do mnie dzwoni. Dowiedziałam się, że mamy zrobić badania DNA prywatnie i na własny koszt, bo ona zlecenia na badania nie wystawi. Ponadto w odpowiedzi na moje pytanie o gwarancję, że sąd zaakceptuje takie prywatne badania, dodała,  że sąd oczywiście "ZROBI CO ZECHCE". To akurat wiem. Jestem tą, której zamknięto niedawno dwie sprawy sądowe i odprawiono z kwitkiem.

Już wieczorem zaś okazało się, że nie warto problemom, które się pojawiają poświęcać zbyt wiele czasu i uwagi, bo... zawsze może okazać się że chwilę później jest inaczej - GORZEJ.

tak, zupełnie jakbym zapomniała, że mój partner jest nieprzewidywalny i nigdy nie wiadomo kiedy dostanę obuchem w tył głowy... dostałam email, powiadamiający mnie, że skoro nie chcę się kontaktować (napisałam, że lepiej nie rozmawiać skroo już w drugim zdaniu kłócimy się, a on szasta niecenzuralnymi tekstami pod moim adresem) to On nie będzie się kontaktował oraz nie zamierza się zajmować badaniami DNA i rozmową z prokuratorem.

Chwileczkę, czegoś nie rozumiem :(

Czy to znaczy że zrzeka się praw do dziecka i zaprzecza jakoby był ojcem???

 

Milczenie...

 

01:03, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 października 2009
deja vue

dziś miałam takie właśnie. deja vue...

wpadłam na chwilę do domu naszego (?), po przychodni, aby nakarmić dziecko w spokoju i zaciszu domowego wnętrza. rozmawialiśmy kilka dni wcześniej, w niedzielę bodaj, poinformowałam Go o planach przyjazdu i zapytałam czy będzie - nie - cały dzień w pracy. rozumiem - powiedziałam i potwierdziłam, że będę chciała jednak przyjechać.

byłam więc, byliśmy z Dzidkiem, mały trochę rozrabiał, ja trochę sprzątałam, trochę oglądałam tv w sumie wszystkiego może półtorej godziny pobytu w domu.

a wieczorem? jak grom z jasnego nieba - telefon! i awantura na sto fajerek. bo nie powiedziałam, nie uprzedziłam, a On myślał, że ktoś się włamał, a może to jakieś zwierzę wtargnęlo bo coś leżało na podłodze ( pewnie dziecko się czymś bawiło). a poza tym jak śmiem Go nie uprzedzać, on się czuje zagrożony, a poza tym kto to wie co ja tam w tym mieskaniu robię w czasie JEgo nieobecności... ! wszystko odbywało się podniesionym głosem i zakończyło żądaniem zwrócenia kluczy i zarzutem że pewnie przyprowadzam kochanka do JEgo mieszkania, bo "kto tam wie."

pa-ra-no-ja

a ja, ja byłam zdziwiona, zaszokowana, zamurowana, doprowadzona niemal do płaczu.. pozbierałam się jednak i gdy usłyszałam że po raz czwarty zarzuca mi się kłamstwo (że nie uprzedziłam o przyjeździe) zmusiłam się do asertywności i powiedziałam że jeśli jeszcze raz mi zarzuci kłamstwo i będzie mówił podniesionym głosem to się rozłączę. a co do oddania kluczy i stwierdzenia że to już nie jest mój dom, skoro jestem u rodziców, poprosiłam o 7 dni namysłu i obiecałam ostateczną decyzję bo oddanie kluczy jest dla mnie jednoznaczne z całkowitym wyprowadzeniem się.

tak to więc było..

a wieczorem, spokojnie, zadzwonił, nie uważał że zachował się nieodpowiednio. obiecałam że bedę uprzedzać dzień przed.

a potem pokłóciliśmy się bo On nie akceptuje mojego sposobu mówienia... i nie umie ze mną rozmawiać bo mu mówię Przestań oraz zwracam uwagę gdy mnie oskarża i atakuje

ha :(

a dlaczego deja vue?

bo gdy mówiłam że przerywam pigułki i nie ma już antykoncepcji to naprawdę to mówiłam...

choć potem słyszałam, że On o tym nie wiedział bo go nie poinformowałam, więc wpadka ciążowa była tylko moją winą

 

czasem chciałabym wiedzieć czy on mnie po prostu nie słucha, czy też jest to jakoś związane z zaburzeniem postrzegania świata, z wiarą tylko w to co sam uznaje za ważne i stosowne,

a może On sobie zdaje sprawę z tego co ja mówię, wie i pamięta tylko... szuka pretekstu do agresywnych zachowań, do rozładowania frustracji?

to zbyt skomplikowane

 

23:36, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 października 2009
to co czuję to co wiem

czytałam wczoraj pierwsze emaile pomiędzy mną a nim. jak to wszystko dobrze się zapowiadało. skąd mogłam wiedzieć, że skończy się właśnie tak? czy już na początku były jakieś symptomy? fakt, było kilka sytuacji, które wydawały mi się... dziwne. i opinie kilku jego znajomych, ale zawsze z dodatkowym sformułowaniem - ach jak on się zmienił przy tobie!

jak to jest na tym świecie, że wszystko jest tak skomplikowane. faktycznie nie jestem lekarzem, nie jestem specjalistą. czy ja się nie oszukuję? czy nie podaję innym pewnych faktów, które oni nadinterpretują? kiedy można określić że ktoś jest uzależniony?

a może , ostatecznie,  tak jak jest napisane w książce Toksyczne słowa, ważne jest przede wszystkim to co ja czuję? skoro to ja jestem jedynym świadkiem tego co się we mnie, ze mną, dzieje.

wczoraj czy przedwczoraj przeczytałam artykuł o kobiecie, którą mąż zawiózł do szpitala psychiatrycznego. historia była długo i wypełniona niedomówieniami. dziś próbowałam ponownie odnależć ten artykuł ale nie pamiętam ani tytułu ani nazwiska ani portalu. ale pamiętam, że pomyślałam wtedy przelatując wzrokiem artykuł w ciągu pięciu minut -- boże, jak dobrze, czuwasz, moja sytuacja nie jest jeszcze ąz tak zła.

 

18:54, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 października 2009
węzeł gordyjski

dzisiaj byłam totalnie rozkojarzona, zła, poddenerwowana. jego smsy znów wprowadzały mnie w stan stresu, który od razu bezmyślnie wyładowałam na dziecku krzycząc na nie. Bogu ducha winny robaczek.. pohamowałam się zaraz, ale i tak czułam, że jest źle. nie potrafię się wyizolować, zdystansować do tych emocji i informacji. całkiem nie potrafię.

obiecywałam sobie już nie raz, za namową terapeuty, że będę czytać smsy raz dziennie wieczorem. co jakiś czas bywa jednak taka cisza przed burzą, wydaje mi się że jest spokojnie i zaczynam zaglądać do telefonu częściej i piszę częściej - a potem masz! znowu wyrzuty i zarzuty. a we mnie znów rodzi się błyskawicznie poczucie winy bo porzucam ten znienawidzony telefon "aby się ładował" (abym go nie widziała i nie słyszała) i przez kilka godzin nie odpisuję. tak i dziś, On domagał się odpowiedzi na ważne pytanie. tak, zgadzam się, ważne jest to, że jesteśmy w sytuacji patowej, że trzeba znaleźć wyjście z sytuacji. ja miałam jednak wiele pomysłów jak sobie radzić i przekazywałam Mu je wielokrotnie, wcześniej - ostatni z moich pomysłów to - mediator. ktoś trzeci, ktoś obiektywny, obecny przy naszej rozmowie o przyszłości.

ale On ten pomysł odrzuca... bo przecież wystarczyłoby podobno bym go zrozumiała, bym się zmieniła, bym była miła. poza tym dla Niego aby rozpocząć terapię (lub spotkanie z mediatorem) trzeba mieć motywację, a dla Niego sytuacja działa demotywująco...

ot zagwostka :(

czyli On zgodzi się na mediatora jeśli ja będę uśmiechnięta, miła, otwarta i znów zacznę poświęcać Mu tyle uwagi co dawniej,

a ja - ja nie będę uśmiechnięta miła i otwarta i nie zamierzam mu poświęcać tyle uwagi co dawniej (tym bardziej żna razie próbuję w bólach odnaleźć to co utracilam czyli siebie) , bo na to trzeba rozwiązania konfliktów i problemów a do tego niezbędny jest terapeuta lub mediator

i kto przetnie ten węzeł gordyjski?

23:44, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
pm11

dziś mam urodziny i wszyscy składają mi życzenia. jestem radosna. szczęśliwa. jest mi naprawdę dobrze. jadę do lekarza na wizytę i nie moge się już doczekać kiedy zobaczę znów to bijące serduszko w swoim brzuchu. a brzuch mi już trochę wystaje.

a może to będą jednak bliźniaki?

00:05, uparcieiskrycie , pamiętnik matki
Link Dodaj komentarz »
pm10

gdyby nie to, że zaczyna mi być jakoś tak ciasno w spodniach, to prawdopodobnie pomyślałabym, że ta ciąża to tylko urojenie. Praktycznie wcale jeszcze nie utyłam tylko jakoś tak ... spęczniałam i rozmiar biustonosza też niedługo będzie co najmniej o numer większy.

boże, ale czemu on się tak na mnie wyżywa?

oczywiście instynkt macierzyński powinien mi podpowiedzieć że mam siedzieć cicho bo on i faktycznie, tak jak sam mówi, jego pieniądze będą mi niedługo cholernie potrzebne :(

00:01, uparcieiskrycie , pamiętnik matki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 października 2009
pm9

dziś znów usłyszałam, że jego dobija moja ciąża. potem go chyba ruszyło sumienie, bo zaproponował abym się "tym" tak nie przejmowała. ja się jednak rozpłakałam i powiedziałam, że jest mi przykro gdy mówi do mnie w ten sposób. on na to, że mogłam nie pytać co mu jest. dobrze - odrzekłam... i tak postaram się robić, mimo że naturalną moją reakcją jest zapytać o samopoczucie gdy widze go przygnębionego. gdy intymnie jest beznadziejnie. gdy mam wrażenie, że on nic nie jest w stanie z siebie dać, ani spojrzenia ani pocałunku.

 

23:54, uparcieiskrycie , pamiętnik matki
Link Dodaj komentarz »
absurd

absurdalne jest to że od dawna już nie potrafimy się porozumiec. najprostsze rzeczy prowadzą do konfliktu. problemów nierozwiązanych, w trakcie rozwiązywania lub takich które jedno z nas odmawia rozwiązania jest tysiąc. przestaliśmy już udawać że ich nie ma. są , na samym wierzchu, a dodatkowo wyłażą jeszcze dla towarzystwa wszystkie inne problemy komunikacyjne.
znowu prosta rozmowa telefoniczna przerodziła się w zawieruchę. usłyszałam że on się boi mojego ewentualnego powrotu. próbuje sobie to wyobrazić. próbuje zastanowić się - cytuję - co ja mu będę dawać.  czy będzie miał tylko dodatkowe obowiązki. - koniec cytatu.
ja nieustająco słyszę, że on czuł się odsunięty, a on słyszy że to nieprawda...
bo to nie jest moja prawda...
moja jest taka:
kiedy rodzi się dziecko, kobieta jest naturalnie zwrócona ku temu dziecku, i mężczyzna powienien również zwrócić się ku dziecku
tylko wtedy kobieta może odzyskać siebie i energię do budowy związku
inaczej to jest po prostu NIEWYKONALNE
poza tym motywacja dla budowy związku moja była w pewnym momencie zupełnie zerowa
gdy ciągle powtarzał mi że to ja mam  zajmować się domem, dzieckiem, nim, i to do mnie należy tworzenie atmosfery i utrzymywanie związku.
to jakiś absurd
tego żaden człowiek nie wytrzyma
a budowanie i podtrzymywanie relacji w związku także relacji z dzieckiem należy do obojga
takie jest moje zdanie
i rozumiem że jego jest inne,
tzn takie że ja go odsunęłam od siebie
że stał się nieważny
dla mnie to jest po prostu bezpodstawny zarzut
sam się zaczął odsuwać. usunął się najpierw z dziecka (karmienie za trudne, kąpanie nie w porę, kupy śmierdzą :(
siłą rzeczy więc usunął się z dużej sfery mojego życia tuż po porodzie
jak mi kazał sam zajmować się tą sferą to gdzie ja miałam znależć czas żeby zajmować się nim ??
a jednak JEDNAK się zajmowałam. bo przestałam się całkowicie zajmować sobą. to jest paranoja

23:35, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
udomowiona

tak. "udomawiam "się. dziś, choćby, znalazłam sobie kąt do pracy odpowiednio wysoko, aby szkrab nie dorwał się do kabla zasilacza i klawiatury.  ów kąt znalazłam w rzeczywistym kącie kuchennym obok wiszącego zlewu. rewelacja! światło mam prąd mam i krzesło mogę sobie wygodnie podstawić i nogi wyciągnąć. muszę tylko uważać... być nie otworzyć niechcący kranu ... ;)

21:50, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »