niedziela, 25 października 2009
czego chcę

spotkanie mediacyjne będzie trwało tylko godzine. wymyśliłam więc, że chcę krótko i jasno powiedziec jakie są moje potrzeby. tak, jak przeczytałam o tym w tekście o asertywnych sposobach komunikowania się. powiem więc czego chcę i oczekuję:

- chcę mieszkać w mieszkaniu i zyć w związku, gdzie nikt nie nadużywa alkoholu

- chcę mieszkać w mieszkaniu wolnym od dymu papierosowego

- chcę żyć bez przemocy, agresji, bez zagrożenia. chce czuć się bezpiecznie w związku i w domu.

- chcę żyć w związku partnerskim , czyli chcę równego podziału obowiązków dotyczących domu i dziecka.

- chcę by respektowane były moje prawa do jasnej, uczciwej komunikacji, do odpoczynku, wsparcia...

 

czy dobrze to pomyślałam?

 

22:52, uparcieiskrycie , dziennik
Link Komentarze (1) »
zaklinanie przyrzekanie czarowanie

hmm, to co napisałam ostatnio brzmiało chyba... optymistycznie dosyć?

a przecież dziś w naszym dawnym domu, po którejś już ostrej kłótni powiedziałam mu prosto w oczy - PRzyrzekam na Boga, więcej tu nie przyjadę, a na pewno nie przyjadę z dzieckiem.(kłóciliśmy się przy małym)

po czymś takim on wyszedł do łazienki. zapalił. potem wrócił i ... objął mnie i powiedział - chyba tak nie myślisz, prawda?

powiedziałam, że myślę, że nie mam ochoty rozmawiać z nim już kiedykolwiek, bez pośrednika, bez mediatora. i? i ... właściwie kłóciliśmy się, albo dyskutowaliśmy bo stonowanym głosem, dalej...

gdy wróciłam do rodziców, i babcia oraz mama zadały mi nieśmiertelne pytanie - co u Niego? nie byłam w stanie nic powiedzieć. nie wiem, ja nie wiem. miesiąc miodowy?

nie mogę się doczekać mediacji. to musi być przełom.

 

22:27, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
pż7

Szybko zrozumiałam, że Ona jest w ciąży. W domu zdjęła muzułmański płaszczyk, który nazywała abają. Była szczupła, wysmukła, jedynie biodra i brzuch obciążały jej sylwetkę. Trzecie dziecko. Pierwsze przyszło na świat jeszcze zanim ją poznałam, i jego. Drugie pojawiło się tamtej nocy w Belgii, z odpowiednim przesunięciem w czasoprzestrzeni, urodziło się w Pakistanie. Trzecie.. trzecie miało czekać jeszcze trzy miesiace na narodziny.

znosiła ciąże pogodnie. Nie narzekała nie wylegiwala się godzinami w łóżku. Wstawala codziennie o siódmej. To ona sama zajmowała się dwojgiem pierwszych, choć przyzwyczajona była do mamki i służącej w Pakistanie. To ona odprowadzała je do przedszkola po drugiej stronie ulicy, to ona gotowała pakistańskie posiłki. Do czasu. Pewnego dnia poprosiła mnie o pomoc – zaczęłam odprowadzać dzieci do przedszkola, sprzątać, gotować pakistanskie obiadki pod jej instrukcje. Powróciła, niemal powróciła atmosfera sprzed JEJ epoki, gdy mieszkałam z nim sama, w dużym, drewnianym domu, gdy urządzałam go sama, gdy sprzątałam i gotowałam sama. Nowe czasy… epoka za epoką. Kolejna nastąpiła gdy nadszedł okres rozwiązania. głosiła się na jedno z ostatnich badań prenatalnych i pozostała już w szpitalu. Wszystko przebiegało wedle planu. Dziecko było zdrowe. Ułożone poprawnie dupką do wyjścia. Nie przewidywano komplikacji. Przewidywałam je jedynie ja. Obawiałam się ich w moim i tak niecodziennym życiu. Wiedziałam, że nasze relacje, które z trudnością udalo nam się po kilku miesiącach rozluźnić, znów przejdą w fazę napięcia. Dziecko dziecko dziecko. I dzieci, którymi zapewne zajmę się ja. Było w tym trochę obietnicy i radości. Lubiłam tych dwoje urwisów.

pż6

za ścianą ona

upada co chwila

metaliczny hałas

potem cisza

wiatrem pachnie i mięsem halal

w sosie

trywialnie szaroburym

 

za ścianą wciąż ona

nieskończona historia

niegotowa kolacja

daleko jeszcze do piątej

 

za ścianą cicho

wiem jednak

że jest

ta historia nieskończona i smutna

bez dobrego rozwiązania

przygnębiona

w kuchni

w ciąży

jego żona

 

pż5

ta druga jeszcze nie-przyjaciółka

 

ona jest nieskończenie cicha

nieobecnie delikatna

nieobecność jej dotyka

nieskończoność na w-pół zdania

nie warkocz zaplata

lecz luźnym opaść pozwala pasmom

czerni nieskończenie długiej

dotknąć chciałabym jej

włosów dłoni i ciała

nie-

śmiałość przeszkadza

 

czy ona jest równie

skończenie

nieśmiała

pp3

wszystko dzis w biegu.

ciągle dziś czegoś zapominam, wracam się, albo i nie. nie wzięlam nawet długopisu a w pracy jest mi niezbędny. to są takie przypominajki życiowe, jak się dużo takich rzeczy kumuluje - żeby coś ze sobą zrobić, ale ja nie wiem co. i jak. to jest jakiś zaklęty krąg. o najgorsze jest to że przyszły rok nie wygląda bardziej pomyślnie. dodatkowo przydarzyło mi się jeszcze to cudne wydarzenie w postaci Tego mężczyzny. a ja wypisuję mu jakieś historie o braku czasu. w końcu czy my chcemy tego związku czy nie?

sama nie wiem co robić. i kiedy ja mam się uczyć i kiedy odpoczywać kiedy, kto mi powie kiedy?

ale kochana - wszystko układa się po twojej myśli - zauważ to! powinnaś jednak stosować podstwowe zasady - spać 7h, albo dosypiac w dzień. i zrobić coś żeby ułatwić sobie zycie...

 

miodowego miesiąca cd

On chyba chce się pogodzić. a w każdym razie wykazywał wolę porozumienia. pokłóciliśmy się kilkakrotnie podczas mojego pobytu dwudniowego w domu. o? o wiele sformułowań które moich zdaniem były agresywne a jego zdaniem - nie. ale ogólnie moje odczucie jest takie że mam mętlik w głowie. tak, bo nie wiem sama czego chcę. On był miły, tak , zaczął się miodowy miesiąc. on znów zaczął mnie uwodzić. ale czego ja chcę? boję się tego ewentualnego powrotu, choćby na próbę. on uważa, że mediator może zasugerować że nie da się rozwązać konfliktów i problemów z komunikacją jeśli nie spróbujemy znów zamieszkać razem... czy na pewno coś takiego zasugeruje?
ja się po prostu boję. boję się tego powrotu. i chyba... nie chcę? najbłahsza przyczyna to chyba taka, że nie będę miała tyle czasu dla siebie ile mam obecnie. choćby dlatego, że dziecko przyzwyczajone jest odbywac drzemkę w wózku na podwórku. w domu moge go zostawić samego ale przed blokiem nie. czyli? tracę dwie godziny łażąc bez sensu po mieście, zwłaszcza zimą gdy nie można nigdzie usiąść bo zimno.. ja nie chcę! te dwie godziny są dla mnie cholernie cenne, 2h w ciągu dnia wolności.

21:30, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 października 2009
miodowy miesiąc

Partnera wzięło ostatnio na czułości, ma ostatnio dobry humor. ale najpierw zaczął mnie strofować , mówić o tym co mam zrobić by było dobrze. a potem powiedział, że sam się postara. może to znów zaczyna się kolejna faza , miodowy miesiąc. tak podobno jest w przypadku uzależnienia od alkoholu oraz agresji, tak jest że działa to w cyklach.

miodowy miesiąc czyli jest dobrze, potem narastanie napięcia, a potem wybuch - rozładowanie napięcia.

muszę pojechać do naszego niegdyś  wspólnego domu, umówiliśmy się wiec na spotkanie. jak będzie? prawdopodobnie oboje będziemy starali się zachować pozory "normalności". to się może udać, jeśli unikniemy drażliwych kwestii i rozmów np o spotkaniu mediacyjnym które nas czeka.

tak, naprawdę uważam, że lepiej nie rozmawiać już o tym co każde z nas będzie tam miało do powiedzenia. tak bedzie lepiej

18:29, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 października 2009
pż4

po raz pierwszy usłyszałam o niej w kilka dni po poznaniu Jego, swojego przyszłego męża. przeprosił mnie i wszedł do małego supermarketu na rogu jednej z ulic. Znikł a ja potrzebowałam kilku minut, aby zdecydować czy chcę stać na zewnątrz czekając czy podążyć za nim. weszłam. na końcu sklepu stoisko z dziecięcymi ubrankami. duży kosz z siatki metalowej z rodzaju tych które spotkać można w każdym supermarkiecie w dziale z przecenioną odzieżą. stos ciuchów, w którym grzebie się do woli, poluje na odpowiedni kolor, rozmiar, styl. tam go znalazłam. z cierpliwością gmerał ręką w sweterkach i czapeczkach dla noworodków. podniósł głowę gdy zrozumiał, że stoję obok. to dla mojego syna.– wyjaśnił zwyczajnie jakbym było to coś naturalnego, co mnie nie zaskoczy. co mnie w żaden sposób nie dotyczy. – jest żonaty. ma dzieci. jest tutaj. spotyka się ze mną. to takie naturalne. – nie znalazłam słów, aby odpowiedzieć. może nie chciałam znaleźć.

po raz drugi usłyszałam o niej gdy zadzwonił telefon w hotelu. to był luksusowy hotel w jednej z europejskich stolic. ogromne łóżko w dużym pokoju. w chwilę po zakończeniu rozmowy wiedziałam już więcej niż chciałam wiedzieć – Ona urodziła syna.

po raz pierwszy zobaczyłam ją w na zachodzie, za wielką wodą, gdzie wyemigrowaliśmy. w małym prowincjonalnym miasteczku w stanie zamieszkałym przez farmerów jak sądziłam wtedy. mój autobus linii greyhound przyjechał nad ranem. wczesnym rankiem. była czwarta czy piąta. świtało. nie wiedziałam, że wtedy właśnie ją zobaczę. miałam nadzieję na spotkanie z Nim sam na sam. o niej jak najdłużej chciałam nie myślec. nie uświadamiać sobie jej obecności w moim.. już… życiu. - nie udało się. - Ona chciała ze mną jechać i dzieci – tłumaczył się, stojąc naprzeciwko mnie w małym barze, jedynym otwartym o tej porze, gdzie sączyłam kawę.

- chodźmy więc. - poszliśmy. ruszylam za nim w stronę starej toyoty camry kombi. drzwi otworzyły się i wysiadła wysoka, dość szczupła kobieta, nie potrafiłam jednak rozeznać jej kształtów bo zakrywał ją dziwny nieforemny płaszcz jakby narzutka na ubranie z którego widziałam tylko dołem jakieś kolorowe nogawki pumpiastych spodni. twarz obrzeżała czarna chustka.

podała mi rękę. dotknięcie było szybkie i trochę nieuważne. i właściwie trudno mi jest przypomnieć sobie późniejsze wydarzenia. pamiętam widok rozespanych dzieci, dwojga, usadzanie mnie na tylnym siedzeniu samochodu i szybką śpiącą podróż do tego domu, który jeszcze niedawno nazywałam swoim.

bo przecież mieszkaliśmy tam razem, wcześniej, zanim Ona przyjechała, sami, ja i on, i zyliśmy a raczej ja żyłam tym snem że jest nas tylko dwoje...

a potem musiałam wyjechać. a gdy wróciłam nie było już śladu po moim cudownym śnie tylko we dwoje...

pż3

nosiła trudne imię. takie, które z niczym mi się nie kojarzyło. a skojarzenia to była moja jedyna skuteczna metoda zapamiętywania rzeczy istotnych. do dziś mam przed oczami jej obraz, szczupłej, wysokiej kobiety o wysmukłych dłoniach i palcach, pięknych okrągłych paznokciach, ciemnej skórze i długich czarnych włosach. nie była piękna. bywała zjawiskowa. zbyt długi nos dodawał rysom twarzy wyrazistości i ostrości, które łagodził miękki kontur wydatnych warg.

zmysłowa. mimowolnie. W rzeczywistości zamknięta w sobie, nieśmiała, niepewna. samowolnie narzucała sobie religijną absurdalną dziś dla mnie i niezrozumiałą dyscyplinę ciała i duszy. tak wiele bogactwa nosiła w sobie i tak ostrożnie kołysała się w biodrach już obfitych po trzech porodach, jakby nic nie chciała z niego uronić.

taka właśnie była. zaczynałam już zapominać. a jednak gdy myślę, głęboko, intensywnie, wiem. takiej mi jej brak.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7