sobota, 14 listopada 2009
pp5

nie wiem co zrobić z tym mężczyzną. może wyluzować i potraktować to jak przyjaźń na razie. przecież on jest w innym związku. boje sie ewentualnego spotkania ale też bez spotkania do niczego nie dojdzie. muszę go zobaczyć żeby wiedzieć czy w ogóle mi się podoba czy nie. choć oczywiście listy wytworzyły już jakąś bliskość, a spotkanie pewnie tylko nas zbliży.

podobno nie będzie już więcej niespodzianek, wszystko o nim podobno już wiem... i on o  mnie też wszystko co miał wiedzieć wie. boję się tej przyszłości. czy ja się za bardzo nie spieszę?powinnam przestać o nim myślec. raczej pomyślec o remoncie w mieszkaniu i o kupieniu samochodu...

dobrze mi się z nim pisze, jest miły, ale nie wiem jaki jest naprawdę. jest taki nieuchwytny. dziwny. wycofany.

mam przecież to twarde przekonanie, że trzeba wyjść z jednego związku by zacząć inny. nie powinnam zmieniać zdania. swój związek uważam za zamknięty, przecież mam już rozwód! nie będę zmieniać zdania, nawet za cenę utracenia tego mężczyzny. powiem - trudno, może to nie był ten. ale boże jak to boli,. znów.

ale musimy się spotkać choć raz. żeby zobaczyć czy się w ogóle jakoś przyciągamy. bedę się modlićć żeby to bylo udane spotkanie. a potem nie będziemy się już spotykać do momentu aż on się z nią rozstanie. jeśłi się chce rozstać. jeśli jest faktycznie tak jak mówi

 

pm13

wczoraj okazało sie że dziecko nie ma przegrody nosowej. tragedia. czułam się zdołowana i zdruzgotana. choć dziś wydaje mi się to już niemożliwością. to musiał byc błąd. zapisałam się na dwa kolejne usg.
nadal mam nadzieję, że to pomyłka i strasznie cieszę się że to usg będzie we wtorek. jeśli wyjdzie źle to pojadę jeszcze do dr Roszkowskiego a jak dobrze? może też pójdę jednak do niego... sama nie wiem co zrobić. jakoś chciałabym żeby w chwili gdy jest źle ktoś mi lepiej doradzić... moja ginekolog uważa że wszystko jest w porządku, że to musiała być pomyłka. na pewno nie mogę się teraz tak stresować. bo maluszek też będzie zestresowany. podziwiam mojego mężczyznę za spokój. nie estem do końca pewna jak on zareaguje jednak gdyby okazało się że mam urodzić niepełnosprawne dziecko...
teraz jednak zachowuje się dobrze tylko że jest taki chłodny. i nie ma w nim czułości ani pożądania. może to stres ale ja potrzebuję czułości ...

12:53, uparcieiskrycie , pamiętnik matki
Link Dodaj komentarz »
decyzje podjęte i co z tego

był piątek 13go. ale naprawdę nie uważam aby ten dzień był pechowy. poprzedni był już dla mnie trudny i piątek jest tylko ciągiem dalszym.

wróciłam od niego rano. jeszcze rano było dobrze to prawda, byłam zakochana, szczęśliwa, to był właśnie taki kolejny miodowy miesiąc. a potem bardzo szybko mieliśmy zjazd albo raczej narastanie napięcia. ja pojechałam do domu rodziców a potem do ośrodka leczenia współuzależnien. przyjechalam godzinę za późno jak się okazało. moja psycholog nie była zadowolona, ale przyjęła mnie.  i powiedziala mi rzeczy których nie chcialam słyszeć. o tym że nie jestem gotowa na to, by wprowadzić się do niego, w grudniu przed świętami. poza tym zdawałam sobie sprawę z tego sama, mialam strasznie odczucie lęku strachu sama już nie wiem czego. ciekawe że wykład w ośrodku też był o lęku ,ale po wykładzie też nie umiem powiedzieć czy czuję strach czy lęk , może obie te rzeczy.

a potem pojechałam na jogę, moje samopoczucie było tak złe, że nawet tam czułam się źle, nie mogłam cwiczyć, odprężyć się. myślałam o tym że jestem beznadziejna że nie umiem ćwiczyć jogi, i jeszcze kilka innych niepochlebnych rzeczy o swoim ciele których w ogóle nie chcę tu wymieniać

miałam totalny zjazd jeśli chodzi o poczucie własnej wartości. poza tym wcześniej jadąc do warszawy uzmysłowiłam sobie że zgubiłam gdzieś pierścionek o d niego, zaręczynowy. wciąz mu tego nie powiedziałam, bo teraz jest między nami totalna wojna , byłoby to więc chyba dolewanie oliwy do ognia.

ale to wydaje mi się jakieś takie symboliczne.i takie przykre. mialam tę miłość i to szczęście i nagle nieoczekiwanie i niezauważalnie je straciłam. i ten pierścionek znikł

a może go odnajdę?

w czwartek wieczorem powiedziałam mu o swoich wątpliwościach, o tym jak się czuję, o tym że się waham czy się wprowadzić, bo mi to odradza psycholog i  rodzice. on był już poddenerwowany bo dzwonił wcześniej a ja nie odebrałam bo rozmawiałam z rodzicami i nie słyszałam telefonu. ja też się zdenerwowałam już całkowicie bo mam nieustannie takie poczucie że on mnie kontroluje. nawet na odległość przez smsy i telefony. i wyrzuty gdy nie odpowiadam. zresztą byłam zmęczona całym dniem, i dodatkowo usypianiem dziecka któremu wychodził kolejny ząb więc usypianie to był jeden wielki płacz - biedak nie mógł usnąć a ja marzyłam by wreszcie usnął.  strasznie mi to szarpie nerwy - są jak postronki bo przecież muszę się hamować by nie wybuchnąć na małego, co on jest winien.

no i tak się stało, doszło między nami do ostrej wymiany zdań. praktycznie rozstaliśmy się telefonicznie w gniewie bez jednego miłego słowa.w piątek był tylko ciąg dalszy. i dziś sobota to samo. totalna beznadzieja. po radości tamtych dni nie pozostało nic. jest milczenie. on jest rozżalony i nie rozumie czemu zaczęłam mieć wąpliwości i jak twierdzi jestem oschła -- czyli po prostu zdenerwowana i zestresowana i pełna lęku --

i zarzuca mi że on już tyle zrobił , podjął ważne decyzje i zaczął się leczyć a ja nadal mam wątpliwości. ale czy nie mam prawa ich mieć? zaczął tak naprawdę chodzić do terapeuty w ośrodku. był raz. a grupy chce zostawić na połowę grudnia. czyli gdy się wprowadzę będzie się leczył w sposób już pełny dopiero tydzień. jaka to dla mnie gwarancja że będzie dobrze? że nie będzie picia i palenia? że nie będzie jego depresji i zmian nastroju i agresji?że wszystkie domowe obowiązki nie spadną znów na mnie nawet jeśli pomagać mi będzie niania? że nie zatracę znów poczucia kim jestem i czego chcę i że potrzebuję odpoczynku i czasu wolnego. czy znowu nie zapomnę gdzie są moje granice i czym jest asertywność? czy nie pozwolę znowu na agresję wobec mnie?

jestem w tej chwili sama w depresji. i myślę -- Jezu! jak to jest? kto z nas ma rację ? kto kogo wykorZystuje? znów zaczynam mieć poczucie winy, i w głębi serca czuję że on mi je wmawia ale... ale jednak mam wątpliwości. jestem taka naiwna. albo po prostu ciągle chora. i myślę -- czy ja faktycznie mam złe intencje? złą wolę? czy ja faktycznie stosuję przemoc? czy mój blog jest formą przemocy??? bo jego zdaniem to sadyzm, ranie go tym i mówię źle o nim.. jednak nie czuję by tak było

nie nie nie, nie czuję. tylko że sama nie wiem już które uczucia są moje które mi wmówione

czasem chciałabym konikiem polnym albo kamieniem

 

 

12:37, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 listopada 2009
pp4

znowu dziś się nie wyspałam mimo że poszłam spac o 22 zaraz po zrobieniu planu na lekcje z dziećmi. budziłam się jednak w nocy. po prostu jestem pełna niepokoju. męczy mnie taka sytuacja zawieszenia. bardzo mnie męczy. ja bym już bardzo chciała go poznać a on tymczasem nie daje się poznać. ciągle coś pojawia się a ostatnio to, że ma jeszcze dziewczynę i nadal mieszkają razem... to bez sensu. jeśli chce się ze mną kontaktować to powinien z tamtą zerwać.

my sie właściwie znamy od tygodnia. on chce sprawdzić jaka ja jestem. czy coś między nami wyjdzie? a jak nie to zostać z tamtą? o nie, tak nie będzie. najchętniej powiedziałabym - odezwij się jak sobie uporządkujesz życie. ale pewnie nie będzie mnie na to stać. tym bardziej , że sama mam niezałatwione sprawy rozwodowe.

ciekawe czy tylko ja tak to przeżywam? a on? już wyobraziłam sobie że on jest dla mnie, że absolutnie dla mnie, że to moja bratnia dusza. to musi być on, musi być on. będzie nam dobrz,e choć nie wiem jak to wszystko rozwiążemy

bo przecież żeby związek się udał to sytuacja musi być klarowna. on musi być sam i ja muszę być sama. muszę zarejestrować więc mój rozwód pakistański.  nie wiem w którym sądzie. nic jeszcze nie wiem. kiedy ja to zrobię? nie mam na nic czasu. ciekawe ile mi to zajmie. i ile jemu zajmie? rozstać się z kimś, jeśli mieszkało się z kimś, żylo przez lata... to trudne

jednak nie chcę spotykać się z nim dopóki nie będzie miał jasnej sytuacji. będe dziś czekać na jego list

pż10

wejścia do domu były dwa. od frontu – główne i od kuchni, od ogródka. wejście główne po prawej stronie budynku wyposażone było w solidne drzwi z wąską nieprześwitującą szybą zamiast wizjera, zamek prosty amerykański stanowiący całość z gałką klamką. od zewnątrz jeszcze jedne drzwi z siatką przeciwko insektom. dzwonek, który stawiał cały dom na równe nogi, bo sypialnie były nieopodal. lubiliśmy jednak przede wszystkim tych gości, którzy pukali, nie dzwonili. zazwyczaj otwierałam drzwi ja lub on. kwestia szybkości. ona musiała okryć się chustą, którą nazywała dupattą. musiała ją znaleźć. czasami jeszcze abaja jeśłi było rano, jeśli listonosz, mężczyzna, jeśli koszula była prześwitująca. ja potrafiłam podejść do drzwi zaspana w spodniach od pidżamy i bluzeczce na ramiączka, z rozwichrzonym długim nieuczesanym włosem. urocza zaspana pan-tadeuszowa Zosia z ropą w kącikach oczu i podpuchniętymi oczami. nie chodziłam spać przed północą. czasami towarzyszyłam nawet Jego bezsenności  aż do białego ranka.

najczęściej jednak listonosza odprowadzałam jedynie wzrokiem gdy wyjmował i wrzucał listy do skrzynki na listy umieszczonej od strony ogródka i kuchni. skrzynki o kształcie zwiniętej gazety, rulonu o przygiętym równo dnie, tunelu z klapką. pomysłowy amerykański Dobromir – konstruktor skrzynki. mieściły się koperty a-cztery i gazety i magazyny. A nawet mniejsza paczka mogła się zmieścić.

od drzwi frontowych do drzwi kuchennych, również przeszklonych, solidnych, na gałkowy zamek przejść trzeba było całą przestrzeń kilkudziesięciu metrów mieszkania. korytarzyk, minąć zagłębie sypialniano-łazienkowe, wejść do dużego salonu, wejść do kuchni.. tu kończył się dom, bo przestrzeń dodatkowego pomieszczenia za kuchnią była niejako nie-domem. biurem. a niegdyś za poprzednich mieszkańców prawdopodobnie składzikiem, magazynem, werandą, która posiadała dwoje dodatkowych drzwi. tak więc dom jako jedność posiadał ich czworo. Ileż możliwości zabawy w chowanego!

jej królestwem była sypialnia – cóż, ich sypialnia, oraz pokój dzieci, kuchnia. łazienka – tylko jedna łączona z toaletą, była miejscem koedukacji, zmieszania, konfuzji, splątania, kłótni. biuro należało jedynie do niego. byłam tam gościem, pracownikiem, inspiracją. ona – intruzem. w kuchni to ja byłam intruzem, potem wyzwaniem, jeszcze później miłym urozmaiceniem, pomocą, wpółpracownikiem, inspiracją. dopiero po kilku miesiącach wypracowanej taktyki, cierpliwości nas obu, i miłości nas obu pojawiła się upragniona symbioza, krucha, delikatna, ulotna ale namiętna.

moim królestwem był mój pokój, nasłoneczniony, pełen jasnych kolorów żółci i niebieskości. nagrzany słońcem, chłodzony klimatyzacją, narożny podłużny nieustawny pokoik, z materacem w kącie, potem łóżkiem twin size, które przyciągało wzrok natychmiast po wejściu. biurkiem dla wiele piszących, z łamanym pochyłym blatem, na którym rysowało się i pisało wygodnie, ze schowkiem wewnątrz, piękne zgrabne biureczko, zakupione niemal potajemnie. Improwizowane zasłonki, z własnoręcznie zszywanych kawałków materiału. mała kolekcja książek, kilka pluszaków i stosy ciuchów po lewej stronie, które nieustająco wypływały z wielkich pudeł kartonowych. szafy brak. to królestwo moje ulubione było przez jej córeczkę. wbiegała, mościla się w łóżku, przytulała misie, oglądała obrazki i rysunki powieszone na ścianach. trajkotała śmiała się i usypiała. włączała postawione na podłodze radio-magnetofon. tańczyła.

pm11

Boże chciałabym być już w domu a tymczasem jestem w kawiarni i dopiero za chwilę jadę do pracy na drugi koniec warszawy. dziś zemdlałam w autobusie, pewnie z powodu braku jeedzenia - musiałam zrobić badania na czczo, poza tym jestem w ciązy, jestem osłabiona.. teraz zaczyna mnie boleć głowa

chciałabym pojechać do domu, położyć się i spać. i chiałabym być sama a tymczasem tuż obok usiedli chyba właściciele kawiarni. niech sobie idą gdzie indziej! są głośni. a ja jestem taka zmęczona i śpiąca, a muszę wysłuchiwac jakichś dyskusji tuż obok

 

14:45, uparcieiskrycie , pamiętnik matki
Link Dodaj komentarz »
pm10

poniedziałek. idę na badania. rano na czczo. dzidzia rośnie i chyba ma się dobrze. ostatnio miałam atak skurczów ale to było chyba związane z jelitami i żołądkiem. i kapusta którą zjadłam. poza tym wszystko dobrze. mam rzadkie mdłości, krew w nosie i ciągłe skrzepy.. ciągle taki zatkany ten nos,jakby chroniczny katar, a wydmuchuje tony krwi.

za kilka dni będę wolna od szkoły i nie wiem jak to dalej będzie. kto dzieciom wystawi oceny, dobrze byłoby pochodzić jeszcze z tydzień na zajęcia ale chyba.. nie mam siły

14:24, uparcieiskrycie , pamiętnik matki
Link Dodaj komentarz »
wyzwanie

leżę obok kota, który chrapie i mruczy. i myślę. mysle jak to będzie.
miesza się we mnie przerażenie i nadzieja. chcę wierzyć że będzie
dobrze. on powiedział - "musi być dobrze, idę przecież do ośrodka w
którym jesteś i będę się leczył". będzie wiec się leczył i życie nasze
już do końca będzie wyzwaniem .... będzie związane z
poświęceniami i uważnością... abstynencja całkowita wymaga przecież
poświęcenia, cierpliwości i uważności...
ale ile może nam dać!
całą naszą miłość możemy odzyskać. i on powiedział jeszcze -- musi być
lepiej przecież przeszliśmy już katharsis i mamy opiekę specjalistów.
wierzę że musi
by jednak nie zostawiać wszystkiego w rękach losu zaczęłam robić, jak
zwykle, bardzo bardzo szczegółowy harmonogram tygodni i odpowiednie
listy potrzeb i obowiązków. mam może obsesję? może, ale to mój sposób
na okiełznanie fatum. to i listy zasad nienaruszalnych. wierzę, że
dzięki temu, że ja zaczęłam się zmieniać i ustanawiać własne osobiste
granice, On odzyskał jasność widzenia i zaczął ratować naszą relację i
siebie

14:13, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 listopada 2009
notatki z wykładu System iluzji i zaprzeczeń

[notatki trochę chaotyczne, ale chyba mogą być ciekawe i pomocne]

 

 

system iluzji i zaprzeczeń:

wstęp:

ludzie posługują się zwykle dwoma rodzajami myślenia

1. myślenie racjonalno-logiczne - pozwala ono stonować emocje

2.myślenie magiczno-życzeniowe - polega na nie-pamiętaniu, minimalizowaniu znaczenia rzeczy - jest to kierowanie się uczuciami


zwykle u ludzi bez problemu uzaleznienia te dwa rodzaje myślenia uzupełniają się.

u osób uzależnionych od alkoholu przeważa myślenie drugie - magiczno-życzeniowe.

i doprowadza do tragicznych konsekwencji , których osoba taka nie zauważa, emocje wtedy rządzą

poza tym zmiany w mózgu jakie następują u osoby uzależnionej , w skrajnym wypadku - uszczodzenia pamięci, uszkodzenie uwagi - nie może ona skupić się na kilku rzeczach na raz, nie może myśleć abstrakcyjnie, trudności w przyswajaniu wiedzy...

u osoby uzależnionej gdy występuje jakiś problem i rodzi się napięcie, jest problem z uczuciami --wtedy sięgaa się po alkohol --  alkoholik w ogóle nie bierze po uwagę negatywnych konsekwencji  swojego zachowania, włącza mu się mechanizm nałogowego regulowania uczuć


SYSTEM ILUZJI I ZAPRZECZEŃ:

trzy przejawy:

1. zaprzeczanie (np że jest się alkoholikiem)
2. minimalizowanie (ilości, tego jak bardzo jest się uzależnionym)
3. obwinianie (zrzucanie odpowiedzialności na kogoś)
4. lekceważenie (unikanie odpowiedzialności ) - mówi np - piło się, wszyscy piją,
5. usprawiedliwianie się - setki powodów wymyśla
6. intelektualizowanie  (uzasadnianie picia)
7 odwracanie uwagi - zmiana tematu
8 fantazjowanie i marzeniowe plany - opowiadanie o nierealnych planach
9 koloryzowanie wspomnień - historyjki o piciu
10 manipulowanie czasem - tu i teraz, chcą się oddzielić grubą kreską od przeszłości, życie przyszłością
11 izolacja od oczywistych faktów - tego co naprawdę się dzieje wokół




alkoholik wierzy w iluzje:
że przestanie pić gdy zechce
że może pić w sposób kontrolowany

nałogowa logika - zbiór prostych przekonań --

- to nie ja, to nie moja wina - oderwanie od odpowiedzialności
- manipulowanie czasem - jutro b edzie lepiej, inaczej, co się stało to się nie odstanie
- negowanie faktów - o nie było tak, ma zawsze swoją wersję prawdy
- magiczna zmiana faktów - kłopoty znikają gdy się o nich nie rozmawia
- wystarczy mocno chcieć by coś dostać


DLACZEGO? tak robią

z lęku przed konfrontacją z rzeczywistością
napięcie -- rodzi uczucia -- wstyd itd -- potem uruchamia się głód alkoholowy

jest to mechanizm nałogowego regulwowania uczuć (jak wyżej)

MITY FUKCJONUJĄCE W SPOŁECZEŃSTWIE POMAGAJĄ IM W TRWANIU W TYCH ILUZJACH

tylko grupa -- jest skutecznym sposobem leczenia dla osoby uzależnionej od alkoholu -- inne osoby w grupie wychwycą te mechanizmy, powiedzą o nich

te mechanizmy nie znikają szybko, nadal są także po podjęciu leczenia


14:41, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
kierunek - nieznane

poruszamy się teraz już oboje, ale On w nieznanym mi kierunku. będzie się na razie leczył i psychologa. więc nie jest to jeszcze leczenie z uzależnienia ale z możliwością zaczęcia jeśli psycholog go tam skieruje...Bóg jeden wie, czy

dobre jest to że w ogóle poruszamy się gdzies oboje, bo tak jak napisane na stronie TEnjaras - najgorsze co można zrobić to nic nie robić

ja też zaczęlam od wizyty u psychologa w najbliższej przychodni

poza tym widać zmianę w jego zachowaniu, trochę jakby zdjął klapki z oczu i zaczał widzieć wszystko nie tak czarno biało, i jest skłonność do porozumienia. na pewno dlatego, że rozmowa ze specjalistą choćby wstępna, pomaga, odblokowuje już coś tam i faktycznie ma się to dobre uczucie całkowitej akceptacji i zrozumienia. i nadziei . ja więc też mam jakąś nadzieję ale..

od mojej terapeutki terapeutki usłyszałam że mam być ostrożna

mam teraz dbać przede wszystkim i szczególnie o siebie, bo w każdym momencie, także gdy już rozpoczęta zostanie jego terapia konkretnie z uzależnienia , może dojśc do wycofania się z niej. no tak, wiem to tylko mam tendencję do "zapominania". nalezy więc dbać o siebie by ewentualne rozczarowanie nie bylo zbyt przytłaczające, mam być w formie, nie matkować, nie radzić..

robić wszystko to, a raczej NIE ROBIĆ wszystkiego tego co napisane na stronie TEnjaras

- nie łajać, nie przypominać, nie radzić, nie matkować, nie troszczyć się o jego sprawy przesadnie, mam sam się o siebie zatroszczyć, nie rozmawiać o jego problemach bo to jest przeznaczone dla terapeuty

co więc robić ? podobno wspierać - czyli spotykać się na neutralnym gruncie, pozwolić by spotykał się z dzieckiem, rozmawiać, ustalić jasne zasady

ustaliłam, tylko czy one na pewno zostały jasno odebrane?

wciąż trwa konflikt ze względu na tego bloga

ja mam poczucie, że nie napisałam niczego obraźliwego, on jest wciąż urażony

ja wierzę w wolnośc słowa i uważam że mam prawo o tym pisać, on uważa że to zamach na jego prywatność.. nie wiem jak rozwiązać a raczej rozciąć ten węzeł gordyjski

gdybyśmy nie mieli być razem... hmmm, no właśnie, niektóre rzeczy bylyby dużo prostsze

a tak? znów do diaska nie wiem co mnie czeka i  NIE WIEM CZEGO CHCĘ co gorsza

 

12:09, uparcieiskrycie , dziennik
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7