piątek, 30 października 2009
co się stało z blogiem

mój partner wie już o tym blogu. nie wiem jak się dowiedział ale to nieważne. wydaje mi się że nie pisałam nic uwłaczającego dla niego, ale zdecydowałam się na razie na ukrycie bloga.

 

11:48, uparcieiskrycie , dziennik
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 26 października 2009
pż8

moje przypuszczenia szybko stały się prawdą. On spędzał całe dnie przy jej łóżku, która nie miała zaufania do amerykanskiej służby zdrowia. ja pojawiałam się w szpitalu z dziećmi. w odwiedziny. historia szpitalna trwała trzy dni. w ostatnim miała już skurcze. zastanawiała się z mężem nad przyjęciem zastrzyku uśmierzającego ból porodowy. bolesne. jakie to jednak miało znaczenie dla tej, która rodziła już dwukrotnie? przyjęła jednak opcję mniej bolesną. on postanowił towarzyszyć jej w szpitalu od momentu przyjęcia zastrzyku aż do momentu wyjścia ze szpitala. pamiętam i moją obecność. w trakcie zabiegu wstrzykiwania znieczulenia. podawał je lekarz czy pielęgniarz – mężczyzna. jej sylwetka w szpitalnej pościeli i własnej koszuli nocnej podwiniętej od tyłu. i w nieśmiertelnej czarnej chustce. rozśmieszyło mnie to – czy aż tak istotne jest chronienie widoku włosów jeśli ciało jest obnażone, miało być obnażone jeszcze bardziej intymnie? znieczulenie podawano długą igłą którą należało się przebić aż do rdzenia kręgowego. nie mogło być błędu. nie mogło być nieodpowiedniego ruchu, gestu. bolesne. widziałam to na jej twarzy, której mięśnie kurczyły się niekontrolowanie. łzy ciekły po policzkach mimo woli. chciała je przede mną ukryć. czułam, że chciała, abym wyszła. sama miałam ochotę wyjść bo czułam się jak intruz, on zatrzymywał mnie jednak wzrokiem za każdym razem gdy czyniłam ruch zwiastujący ucieczkę. w końcu zamruczałam jedynie pod nosem – zajrzę co robią dzieci – i nie patrząc już na żadne z nich, wyszłam. i już nie zajrzałam do sali. gdy wyszedł przekazałam jej pozdrowienia, zabrałam dzieci i ruszyłam krętymi korytarzami w kierunku szpitalnego wyjścia. w końcu była już pora popołudniowa. dzieci były głodne. wiedziałam że nie zobaczę go przez kilka dni. czekałam już tylko na telefon i dobre wieści.

niedziela, 25 października 2009
co to jest asertywność

Interesujące jest jak wiele osób nie rozumie do końca na czym polega asertywna wypowiedź. sama nie rozumiałam. mój sposób wypowiedzi wobec większości osób był pasywny, ostatnio jednak uczę się . i tak, udaje mi sie stosować te podstawowe zasady
- komunikat asertywny jest jasny i wprost. bez  wycofywania się, atakowania, owijania w bawełnę mówi o potrzebach i uczuciach.
- komunikat asetywny to wypowiedź o "ja". nie ma tam praktycznie miejsca na "ty" chyba że w formie opisywania zachowania drugiego. np gdy ty robisz to i to , ja czuję się tak i tak.

więcej , zwłaszcza o szczególnie interesujących metodach odbierania krytyki i dyskutowania w artykule online

ale nie zawsze jednak się udaje, a może i nie zawsze jest sens w ogóle być asertywnym. może wystarczy się uśmiechnąć i przemilczeć? ja dziś złapałam się na tym, że się tłumaczę przed ciotką  która skrytykowała mój wygląd, fizyczny wygląd.

bo i owszem, wyglądam okropnie. próbuję zachowywać dobre samopoczucie, próbuę o siebie dbać, i staram się jeść posiłki razem z dzieckiem, czyli 5 razy dziennie. i STARAM SIĘ PRZYTYĆ naprawdę. a tymczasem od urodzenia dziecka wciąż  chudnę, ważę już siedem kilo mniej w stosunku do mojej poprzedniej wagi sprzed ciąży, czyli ważę 46 kg przy wzroście 157. to trochę na granicy anoreksji jednak, tym bardziej że ciało wciąż jest zmęczone po ciąży i karmieniu przez rok, skóra i kości , i biustonosz przydałby się mniejszy niż A choć zawsze nosiłam B... straszne. ale przecież to deja vue. przy moim poligamicznym związku z mężem byłam równie chuda - stres stres stres - najlepsza metoda odchudzania której nie polecam.

23:36, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
czego chcę

spotkanie mediacyjne będzie trwało tylko godzine. wymyśliłam więc, że chcę krótko i jasno powiedziec jakie są moje potrzeby. tak, jak przeczytałam o tym w tekście o asertywnych sposobach komunikowania się. powiem więc czego chcę i oczekuję:

- chcę mieszkać w mieszkaniu i zyć w związku, gdzie nikt nie nadużywa alkoholu

- chcę mieszkać w mieszkaniu wolnym od dymu papierosowego

- chcę żyć bez przemocy, agresji, bez zagrożenia. chce czuć się bezpiecznie w związku i w domu.

- chcę żyć w związku partnerskim , czyli chcę równego podziału obowiązków dotyczących domu i dziecka.

- chcę by respektowane były moje prawa do jasnej, uczciwej komunikacji, do odpoczynku, wsparcia...

 

czy dobrze to pomyślałam?

 

22:52, uparcieiskrycie , dziennik
Link Komentarze (1) »
zaklinanie przyrzekanie czarowanie

hmm, to co napisałam ostatnio brzmiało chyba... optymistycznie dosyć?

a przecież dziś w naszym dawnym domu, po którejś już ostrej kłótni powiedziałam mu prosto w oczy - PRzyrzekam na Boga, więcej tu nie przyjadę, a na pewno nie przyjadę z dzieckiem.(kłóciliśmy się przy małym)

po czymś takim on wyszedł do łazienki. zapalił. potem wrócił i ... objął mnie i powiedział - chyba tak nie myślisz, prawda?

powiedziałam, że myślę, że nie mam ochoty rozmawiać z nim już kiedykolwiek, bez pośrednika, bez mediatora. i? i ... właściwie kłóciliśmy się, albo dyskutowaliśmy bo stonowanym głosem, dalej...

gdy wróciłam do rodziców, i babcia oraz mama zadały mi nieśmiertelne pytanie - co u Niego? nie byłam w stanie nic powiedzieć. nie wiem, ja nie wiem. miesiąc miodowy?

nie mogę się doczekać mediacji. to musi być przełom.

 

22:27, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
pż7

Szybko zrozumiałam, że Ona jest w ciąży. W domu zdjęła muzułmański płaszczyk, który nazywała abają. Była szczupła, wysmukła, jedynie biodra i brzuch obciążały jej sylwetkę. Trzecie dziecko. Pierwsze przyszło na świat jeszcze zanim ją poznałam, i jego. Drugie pojawiło się tamtej nocy w Belgii, z odpowiednim przesunięciem w czasoprzestrzeni, urodziło się w Pakistanie. Trzecie.. trzecie miało czekać jeszcze trzy miesiace na narodziny.

znosiła ciąże pogodnie. Nie narzekała nie wylegiwala się godzinami w łóżku. Wstawala codziennie o siódmej. To ona sama zajmowała się dwojgiem pierwszych, choć przyzwyczajona była do mamki i służącej w Pakistanie. To ona odprowadzała je do przedszkola po drugiej stronie ulicy, to ona gotowała pakistańskie posiłki. Do czasu. Pewnego dnia poprosiła mnie o pomoc – zaczęłam odprowadzać dzieci do przedszkola, sprzątać, gotować pakistanskie obiadki pod jej instrukcje. Powróciła, niemal powróciła atmosfera sprzed JEJ epoki, gdy mieszkałam z nim sama, w dużym, drewnianym domu, gdy urządzałam go sama, gdy sprzątałam i gotowałam sama. Nowe czasy… epoka za epoką. Kolejna nastąpiła gdy nadszedł okres rozwiązania. głosiła się na jedno z ostatnich badań prenatalnych i pozostała już w szpitalu. Wszystko przebiegało wedle planu. Dziecko było zdrowe. Ułożone poprawnie dupką do wyjścia. Nie przewidywano komplikacji. Przewidywałam je jedynie ja. Obawiałam się ich w moim i tak niecodziennym życiu. Wiedziałam, że nasze relacje, które z trudnością udalo nam się po kilku miesiącach rozluźnić, znów przejdą w fazę napięcia. Dziecko dziecko dziecko. I dzieci, którymi zapewne zajmę się ja. Było w tym trochę obietnicy i radości. Lubiłam tych dwoje urwisów.

pż6

za ścianą ona

upada co chwila

metaliczny hałas

potem cisza

wiatrem pachnie i mięsem halal

w sosie

trywialnie szaroburym

 

za ścianą wciąż ona

nieskończona historia

niegotowa kolacja

daleko jeszcze do piątej

 

za ścianą cicho

wiem jednak

że jest

ta historia nieskończona i smutna

bez dobrego rozwiązania

przygnębiona

w kuchni

w ciąży

jego żona

 

pż5

ta druga jeszcze nie-przyjaciółka

 

ona jest nieskończenie cicha

nieobecnie delikatna

nieobecność jej dotyka

nieskończoność na w-pół zdania

nie warkocz zaplata

lecz luźnym opaść pozwala pasmom

czerni nieskończenie długiej

dotknąć chciałabym jej

włosów dłoni i ciała

nie-

śmiałość przeszkadza

 

czy ona jest równie

skończenie

nieśmiała

pp3

wszystko dzis w biegu.

ciągle dziś czegoś zapominam, wracam się, albo i nie. nie wzięlam nawet długopisu a w pracy jest mi niezbędny. to są takie przypominajki życiowe, jak się dużo takich rzeczy kumuluje - żeby coś ze sobą zrobić, ale ja nie wiem co. i jak. to jest jakiś zaklęty krąg. o najgorsze jest to że przyszły rok nie wygląda bardziej pomyślnie. dodatkowo przydarzyło mi się jeszcze to cudne wydarzenie w postaci Tego mężczyzny. a ja wypisuję mu jakieś historie o braku czasu. w końcu czy my chcemy tego związku czy nie?

sama nie wiem co robić. i kiedy ja mam się uczyć i kiedy odpoczywać kiedy, kto mi powie kiedy?

ale kochana - wszystko układa się po twojej myśli - zauważ to! powinnaś jednak stosować podstwowe zasady - spać 7h, albo dosypiac w dzień. i zrobić coś żeby ułatwić sobie zycie...

 

miodowego miesiąca cd

On chyba chce się pogodzić. a w każdym razie wykazywał wolę porozumienia. pokłóciliśmy się kilkakrotnie podczas mojego pobytu dwudniowego w domu. o? o wiele sformułowań które moich zdaniem były agresywne a jego zdaniem - nie. ale ogólnie moje odczucie jest takie że mam mętlik w głowie. tak, bo nie wiem sama czego chcę. On był miły, tak , zaczął się miodowy miesiąc. on znów zaczął mnie uwodzić. ale czego ja chcę? boję się tego ewentualnego powrotu, choćby na próbę. on uważa, że mediator może zasugerować że nie da się rozwązać konfliktów i problemów z komunikacją jeśli nie spróbujemy znów zamieszkać razem... czy na pewno coś takiego zasugeruje?
ja się po prostu boję. boję się tego powrotu. i chyba... nie chcę? najbłahsza przyczyna to chyba taka, że nie będę miała tyle czasu dla siebie ile mam obecnie. choćby dlatego, że dziecko przyzwyczajone jest odbywac drzemkę w wózku na podwórku. w domu moge go zostawić samego ale przed blokiem nie. czyli? tracę dwie godziny łażąc bez sensu po mieście, zwłaszcza zimą gdy nie można nigdzie usiąść bo zimno.. ja nie chcę! te dwie godziny są dla mnie cholernie cenne, 2h w ciągu dnia wolności.

21:30, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5