poniedziałek, 12 grudnia 2016
AKTUALIZACJA

 

WITAM

 

TEN BLOG NIE BĘDZIE KONTYNUUOWANY.

Nie chcę mnożyć bytów.

Zapraszam na mój blog "OFICJALNY" www.boskizielonyblog.blox.pl który jest o mnie i wszystkim ale nie współuzależnieniu.

I Zapraszam na blog O WSPÓŁUZALEŻNIENIU, http://wspoluzaleznienie.blox.pl/html

12:35, uparcieiskrycie , tytułem wstępu
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 czerwca 2011
jestem beznadziejną samotną matką!

stwierdzam że jako matka i kobieta niezależna po prostu sobie... nie radzę.

Ok, było kilka miesięcy ekstazy na początku, gdy wyprowadziłam się od partnera, bo nie byłam w stanie funcjonować z nim w jednym mieszkaniu. Uzależnienie nawet leczone i nawet w tej podobno mało zaawansowanej fazie i tak jest trudne do zdzierżenia. Poza tym chyba jednak nasze oczekiwania wzajemne i poglądy na związek zaczęły się totalnie rozjeżdżać w miarę jak nasze terapie były coraz bardziej zaawansowane. On chciał mnie takiej jak kiedyś, jak sadzę, czyli miłej grzecznej spokojnej i wykonującej większość obowiązków domowych kobiety, a poza tym oczywiście chciał przyjaciela, niezależnej wyzwolonej kochanki itd... całość raczej nie do pogodzenia na codzień a ja chciałam.. być sobą nareszcie, chciałam wolności do bycia dla siebie, mniej domu więcej pracy zawodowej mniej dziecka mniej jego więcej siebie i niby to mam.

Tylko że mam także tysiące stresów, których wcześniej w fazie życia jako osobowość zależna w ogóle nie brałam sobie na głowę. Tzn od czasu do czasu myślałam o tym, ale jednak utrzymanie się na powierzchni materialno-finansowej i przeżycie do końca miesiąca do nie było stricte moje zmartwienie tylko partnera. Tak, a teraz jest moje. I są moje wszystkie obowiązki domowe, i są moje wszystkie obowiązki przy dziecku. Oczywiście, ojciec dziecka zajmuje się nim, ale tylko ok 3 do 5h na tydzień, jednorazowo. Oczywiście płaci mi tyle ile chciałam, czyli tyle ile chyba bym nie dostała na dziecko gdybym postarała się o alimenty, bo ja większość rzeczy na dziecko „kombinuję” tu pożyczam, tam dostaję, to robię sama, tamto kupuję taniej... z tym że oczywiście sama niania dziecka kosztuje dwa razy tyle ile dostaję od niego. Ale niania pracuje na lewo więc i tak do sądu się by taki wydatek nie przydał :( paranoja

moje obecne życie to stres stres stres stres stres prawie nie odpoczywam. Prawie nie czytam. Tak jak nie chodziłam do lekarzy tak i nie chodzę. Teraz tym bardziej bo szkoda pieniędzy. Choć wyglądam strasznie. Wkładek do butów nie kupiłam, ciągle za mało forsy, choć płaskostopie poprzeczne jest coraz większe i czasem trudno mi chodzić. Muszę się zająć tym podejrzeniem dny moczowej, ale w tym celu należy wystać się w kolejce do internisty, robić non stop badania itd... nie mogę. A bez tego nie pójdę do endokrynologa sprawdzić hormony, bo hormonów brać nie będę bo jakoś tak wydaje mi się że ta dna moczowa, te kiepsko działające nerki to sprawka tych hormonów które tyle lat brałam. Ale może się mylę, może gadam jak potłuczona...

yyy bez sensu. Tak, ale wyglądam tragicznie, znów trądzik w rozkwicie, gorzej niż u nastolatki :( tragedia grecka co jeszcze? Jest mi źle. Mieszkam z moim synkiem w dwu pokojach podnajmowanych w szkole z internatem w której pracuję. Dobrze że w ogóle to mieszkanie mam, choć już się tak nie cieszę, bo jak mówiłam minęła faza zachłyśnięcia wolnością od mężczyzny non stop i jego oczekiwań na każdym kroku, i wkręcenia w trybki maszyny domowej.

Minęła ekstaza bo przecież tu mimo braku oczekiwań jego i tak roboty full, więcej nawet bo zmywarki nie ma, zmywam w umywalce w łazience poza pokojem, gotowanie jest super skomplikowane bo na dwupalnikowej kuchence w pokoju w którym śpimy... no, ale i tak jest ok, na początku nie miałam ani lodówki ani kuchenki.. teraz jeżdże już tylko robić pranie u niego. Ooojjj czy ja mogę sobie jeszcze pojęczeć ? czy ja mam prawo????????????? jest fatalnie, dziś teraz. Czuję się fatalnie. Bo mam nieustająco stres finansowy i liczę każdy grosz tzn każdą złotówkę. Dosłownie. Jestem co miesiąc na granicy, albo w długach. A przecież zawsze są jakieś wydatki ekstra! Np moja odklejona koronka. Może ja źle gospodaruję pieniędzmi jak sugeruje moja matka? No nie wiem. Ale jak by nie patrzeć, nie starcza mi. Zarabiam jakieś 2200 do 2500, za nianię 1200 i reszta się rozpływa w eterze... nie pracuję w biurze. Jestem nauczycielem. Jeżdzę dużo na lekcje, benzyna droga, no i trzeba mieć na papier, ksero, pomoce czasem jakieś na lekcje :( dobra. A jestem na codzień tak zestresowana i zła i sfrustrowana, że ze wszystkim sobie nie radzę. Mam humory. Przeceniam swoje siły. Staram się dać coś fajnego dziecku czyli np jedziemy do dziadków 40km stąd za którymi bardzo tęskni. Jest fajnie. Ale potem wracam samochodem, mały marudzi ja mam cały samochód bzdetów bo coś przywiozłam żeby mieszkać tu wygodniej, jakieś szafki.. i chcę to szybko wnieść na trzecie piętro. Noszę. Jestem zmęczona. Sama. Mały marudzi. Ja na niego krzyczę. Wysłałam wcześniej sms czy partner by nie pomógł. Ale żadnego odzewu. I tak to czas płynie. Ja próbuję coś porządkować. Obiad się przesuwa. Dziecko jeszcze bardziej marudzi. Potem w ogóle nie chce jeść ma histerie. Raz go przytulam, raz na niego krzyczę. Horror. JESTEM BEZNADZIEJĄ MATKĄ.

Jak to cholernie trudno jes t być samotną matką :((((((((

zżera mnie frustracja. I to, że nie umiem zdecydować się czy mam wrócić do partnera czy rozstać sie choć widzę ten absurd jakiś. Że w zasadzie tylko seks jest dobry. Że on proponuje abym kolejną noc w czasie weekendu spędziła u niego. Ja odmiawiam podaję przyczyny. Smsowo. Proszę o pomoc przy noszeniu rzeczy. On milczy. Jeśli nie chodzi o seks, milczy... ja nie tego chcę!! chcę mężczyzny który podzieli ze mną troski i obowiązki domowe i przy dziecku a nie tylko będzie się z dzieckiem bawił i tylko wstawiał zmywarkę i tylko zarabiał pieniądze, większe od moich

23:12, uparcieiskrycie , dziennik
Link Komentarze (1) »
środa, 08 czerwca 2011
do czytających

Odblokowałam dostęp do tego bloga.

Wiem, że nie ma tu żadnych treści obraźliwych ani oczerniających. Ale jest to blog bez cenzury.

Odblokowałam, bo mam nadziej ę, że komuś może się przydać

w Końcu o to mi chodziło, nie tylko o to, by się wyżalić w najgorszych momentach życia.

czytajcie, piszcie

pozdrawiam - - współuzależniona po terapii ( a żyje się lepiej :)więc i wam może być lepiej )

 

13:43, uparcieiskrycie , tytułem wstępu
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 grudnia 2009
pm14

ciekawe co będzie dalej. chciałabym wiedzieć. a nie wiem. między nami jest niedobrze. raczej niedobrze. oddalamy się od siebie. jego pierwsze odruchy i instynkty są zawsze dobre. gdy była wiadomośćo ciąży - ucieszył się i pocieszał mnie , gdy okazalo się że USG wyszło źle też pocieszał mnie że to pomyłka i będzie dobrze. potem jednak wychodzą u niego lęki, jest taki spięty. nic z siebie nie daje. nie stać go na odruch ciepła czułości. jest jak dziecko które tej czułości wymaga mimo że wydawałoby się że to mi jest w tej chwili najtrudniej...

czuję się strasznie strasznie samotna. zwłaszcza wtedy gdy on zrywa się i odchodzi z mojego łóżka urazony bo ja się odwróciłam do ściany lub ruszyłam nogą i jemu to przeszkadza spać. od trzech dni śpimy już oddzielnie...przykro mi strasznie. potrzebuję jego bliskości. paskudnie się czuję naprawdę. dobrze że mogę to gdzieś wylać choćby tutaj w pamiętnik. choćby na forum i odrobinę na blogu. i trochę mamie i troche koleżankom. ale zawsze jest mi okropnie wstyd że ja na niego takie rzeczy wygaduję. to jest moja prawda, chyba tylko moja, ja tak to widzę

nie wiem właściwie dlaczego on tak się zachowuje, wydaje mi sie że powinien zupełnie inaczej, ja chciałabym żeby raczej łagodnie powiedział mi że chce przespać sie sam. żeby mnie przytulił. żeby powiedział czule że mnie kocha. wolałabym by na moją prośbę robienia zakupów razem (bo robię je sama zwykle) powiedział  - tak oczywiście kochanie, znajdziemy czas. nie zaś najpierw mówił że nie ma czasu, a potem dodawał że powinnam kupować przecież tylko te lżejsze!

to raczej niewykonalne, nie patrzę co ile waży, kupuję to co potrzeba na obiad. to jasne. ale cięzko jest nosić siaty a zwłaszcza na 4 piętro bez windy. jemu więc nie moge nic już powiedzieć :( bo przyjmuje wszystko jak zarzut, jak wyrzut do niego..że ... mieszkamy na 4 piętrze bez windy,  bo to jego mieszkanie

 

14:00, uparcieiskrycie , pamiętnik matki
Link Dodaj komentarz »
refleksje z wykładu czyli o czyszczeniu butów

byłam wczoraj na wykładzie pt: Jak powstaje współuzależnienie?

to było ciekawe, choć większość tematu znałam, bo nie był to mój pierwszy wykład o podobnej tematyce. ciekawa była głownie część spotkania rozpoczęta pytaniami obecnych - ktoś zapytał -- czemu One to znaczy te żony współuzależnione stają się takie "niedobre, okropne" w momencie gdy zaczynają chodzić na terapię. cóż, standardowe chyba  pytanie nie do końca rozumiejącego sytuację pana pijącego alkohol... a i ja słyszałam takie stwierdzenia od mojego partnera - czemu stałam się taka ostra, czemu nie jestem już łagodna i miła... czemu? bo ćwiczę asertywnośc i na wiele rzeczy na które wcześniej się godziłam (a które mnie poniżały!) teraz się już nie godzę, nic dziwnego że jest to trudne, przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, a ja swojego partnera do wielu wygód przyzwyczaiłam. i pewnie podobnie ta żona tego pana który zadał pytanie

osoba prowadząca wykład ciekawie na to pytanie odpowiedziała -- proszę sobie wyobrazić że przez 10 lat ktoś panu czyści buty, a potem nagle przestaje... jak się pan czuje? zawiiedziony, zły, rozczarowany? bo musi robić to sam. a przecież od początku powienien byl robić to sam, tak jak każdy dorosły dojrzały człowiek powinien robić sobie pewne rzeczy sam dla siebie.

nikt nie powinien być niczyim służącym

i jeszcze powiedziałą ona ciekawą rzecz - że w Polsce ludzie, społeczeństwo, jest przyzwyczajone do tego że kobiety jednak pełnią taka służebną rolę w rodzinach, jak nie wobec mężów to innych męzczyzn albo dzieci obojga płci. matki polki same się "wkręcają" w taką sytuację uważając że tak trzeba, tak wypada... oczywiście problem jest w tym gdzie i kiedy zaciera się ta granica między poświęceniem służbą z dobrego serca byciem dobrą żoną matką gospodynią nadopiekuńczą kobietą a ... patologią, współuzależnieniem

chyba wtedy gdy już NIC DLA SIEBIE a WSZYSTKO DLA NICH

 

13:25, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 listopada 2009
plany na nowy rok

za miesiąc, czyli po trzech miesiącach mieszkania w separacji będę chciała powrócić do mojego partnera, do tamtego mieszkania, ale nie pójdę "na całość", to zbyt ryzykowne, a mój spokój i moje bezpieczenstwo i dobre samopoczucie jest przecież najważniejsze dla mnie i dla dziecka. wprowadzę się tak na próbę, na 3, 5 dnia. na początek tygodnia, ten początek który spędzam i tak częsciowo w pracy w tamtym mieście do którego muszę teraz daleko dojeżdzać od rodziców

to powinien być więc ukłąd który pozwoli mi też odpocząć. tłumaczę sobie że to jeszcze nie taka wielka zmiana  - bo panicznie boje się jakichś wielkich zmian teraz, jestem jeszcze zbyt chora, zbyt współuzalezniona jeszcze i słaba by bronić swoich granic choć już odzyskuję skrzydła i osobowość... i tak jeżdże do niego na weekend, to będzie więc taka zamiana dni - zamiast koniec tygodnia - początek. tak. no i na szczęście pracujemy w inne dni więc nie będziemy zbyt długo razem w domu. to może dziwaczne co piszę, ale w naszym wypadku to chyba dobrze...

tyle konfliktów i problemów pozostaje przecież jeszcze nie rozwiązanych. zaprzeczenie ojcostwa wciąż dopiero w drodze do sądu. do rozwodu zaś absurdalnie daleko. nie mówiąc o tym, że mój partner ma ostatnio pomysł aby unieważnić mój ślub... unieważnić? jak? czy to nie trudniejsze i żmudniejsze niż rozwód

anyway, w nowy rok wejdę więc chyba w tamtym naszym mieszkaniu. oby było lepiej, oby zaczęta jego terapia dała efekty. ale tak boję się tych chwil gdy wreszcie zacznie do niego docierać wiele spraw.. tego że jego zachowanie poglądy nie są normalne.

bo czemu wciąż mówi że go poniżam i krzywdzę gdy tylko wyślę mu coś na temat jego choroby.. i już przestałam, ale wyslałam wcześniej stronę tenjaras i inne...niepotrzebnie

a on wysyła mi artykuły o tym że mężczyzna potrzebuje dotyku i ciepła. że kobiety o tym zapominają. gdy to przeczytałam poczułam się urażona. po pierwsze - nigdy mu tego nie odmawiałam, a gdy już zaczęły się problemyy i ta jazda z uzależnieniem - czy pół-uzaleznieniem (jak on chce) to czy ja o tym myślałam jeśłi sama chodziłam jak na rzęsach ledwie żywa, zombie matka żywicielka i opiekunka jedyna niewyręczana i zostawiona samej sobie, sama nie miałam żadnej czulości z jego strony z czego i DLACZEGO miałam mu coś dawać do diaska??

 

23:38, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
okruchy snu

miałam znów sen. nie wiem czy dobrze pamiętam. to było o rodzinie - była matka ojciec dziecko. i różne osoby mi znane oraz ja odgrywaliśmy te same role.

raz widziałam swoich rodziców i siebie , potem znów widziałam siebie matkę i mojego partnera i moje dziecko. a potem widziałam znów moich znajomych, jego i ją i ich malutką córeczkę. nie pamiętam już żadnych scen.

wiem tylko że było coś takiego że byla jakaś sala z dziwnymi szarymi kanapami w której odbywał się jakiś wiec czy zebranie polityczne i to było jak za czasów komunizmu...

co więc? zupełnie jakbym odtworzyła sobie w tym śnie różne formy agresji które znam z własnego doświadczenia lub z historii. pamiętam że scena polityczna - tam chodziło o to że ktoś chce coś powiedzieć ale mu się nie pozwala, że wybrani siedzą  na sofach a pozostali z tyłu ale nawet ci wybrani nie są wolni. są pod wpływem przemocy.

moja rodzina, czemu tam? może już więcej nie powinnam się wypierać, coś kiedyś musiało być takiego w moim dzieciństwie, coś co wpłynęlo na moją przyszłość. mój ojciec miał krótki okres picia i przemocy. może i krótki ale ja pamiętam jakieś sceny... mama też stosowała krzyk i groziła paskiem a to nie są dobre metody wychowania. ojciec był gniewny i wkurzony. potrafił rzucać wiązankami przekleństw. a czasem był łagodny. nigdy nie było wiadomo jednak kiedy coś wyprowadzi go z równowagi... nie radził sobie ze złością i nie potrafił nic spokojnie wytłumaczyć dzieciom. ja nie czułam się akceptowana z moimi uczuciami, czułam się samotna, bo oni dużo pracowali , myślałam że matka zawsze bardziej kocha brata niż mnie. wobec ojca, który mnie naprawdę bardzo kochał , uwielbiał swoją córkę, miałam uczucia ambiwalentne. nie nauczylam się chyba jak być w pełni akceptowaną, jak sobie to zapewnić z wewnątrz siebie, nie nauczyłam sie jak być kobietą pewną swojej wartości...

inna rodzina w której była agresja to moja, ta z moim partnerem, i jeszcze inna w której uważam niedobrze się dzieje to rodzina moich znajomych...

 

23:22, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 listopada 2009
halt

no dobrze. napisałam i zdecywowałam się jaką rolę powinnam wobec niego pełnić - tak radziła psycholog. chcę mieć tylko rolę partnerki, czyli nie będę się godzić na wszlekie inne fukcje, nie będę jego powiernikiem, mamą, terapeutą. nie mogę rozmawiać z nim o mojej terapii ani o jego terapii, ani też bezpośrednio oceniać go i mu radzić. nie, ale mogę wysyłać mu artukuły i odsyłać go do lektur. i zobowiążę się do kontaktów raz dziennie, nie chcę by wymuszał na mnie obowiązkowy niemal kontakt non-stop, bycie pod telefonem.

tyle? i mam bronić twardo swoich granic. muszę po prostu, nie mogępozwolić by on mną ciągle manipulował, by mnie wykorzystywał. tak mu robić nie wolno i to ja muszę mu to powiedzieć. nie mogę pozwolić na przemoc , manipulację, szantaż, na wpędzanie mnie w poczucie winy. chcę dobrze i uwżnie słuchać swoich uczuć. i dobrze o siebie dbać. pilnować bym nigdy nie była zmęczona głodna niewyspana samotna. zasada HALT jest przecież nie tylko dla uzależnionych

HALT - don't be HUNGRY ANGRY LONELY TIRED

15:31, uparcieiskrycie , dziennik
Link Komentarze (1) »
nie umiem trzymać się zasad

to było kilka dni temu. miałam iść do psychologa. wstałam z depresją i byłam cała rozdygotana. mie potrafiłam dobrze zająć się dzieckiem tak że cały ranek bawiło się samo, a potem cały czas oglądało telewizję  a ja czytałam forum dla współuzależnionych. chyba w poszukiwaniu pomocy. o co mi chodzi?mialam opowiedzieć psychologowi o naszej ostatniej awanturze bo ja miałam gorszy humor wobec tego że zrozumiałam że nie czas jeszcze się wprowadzać i żyć razem. on zaś był w związku z tym rozczarowany, o kilkakrotnej awanturze bo wieczorem wynikła jeszcze sprawa informacji które zapisałam na blogu tym, który jest ukryty, a do których jak się okazuje on jednak ma dostęp... nie znam się na tym, nie wiem jak to zrobił ale poczułam się strasznie kontrolowana, śledzona, manipulowana. zadzwoniłam powiedziałam jak się czuję i co o tym myślę i wyłączyłam telefon. rano następnego dnia on dzwonił i przepraszał. tłumaczył że dostał się do bloga bo za mną tęskni...

czuję się fatalnie sfrustrowana, czuję że sama sobie przeczę i nie trzymam się zasad które ustaliłam -- miałam nie pozwolić się wciągać w dyskusje które nie prowadzą donikąd, miałam odbierać smsy raz dziennie, miałam nie reagować lub kasować te które mnie ranią...

15:17, uparcieiskrycie , dziennik
Link Komentarze (2) »
zwątpienie znów

myślę że nie wprowadzę się do niego jeszcze długo . i długo jeszcze będzie tak jak jest. co z tego że ja ustalam jakieś zasady jeśłi one są łamane? powinnam w takim razie ustalić jakieś twarde zasady i sama się ich trzymać.

dziś gdy usypiałam dziecko on zaczął smsować i dzwonić. zamiast zadzwonić wcześniej lub wysłać sms że za mną tęskni on mi znów wysyła nieprzyjemne teksty pełne zarzutów i wyrzutów dotyczących faktu że nie odpowiadam i nie odbieram..że nie chcę odpowiadać i rozmawiać z nim - bezpodstawne przypuszczenia.

znów zaczynam myśleć, że ten związek nie ma sensu. on się zachowuje beznadziejnie. ale to prawda, zmusza mnie do ustanowienia twardych zasad, i zmusza do pilnowania swoich granic, które do tej pory były praktycznie nieistniejące. teraz zaczynam rozumieć czego nie chcę, co jest łamaniem moich podstwowych praw do woolności, prywatności

 

15:05, uparcieiskrycie , dziennik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7